>>
Jeżowe pogotowie Co może zrobić rząd, co artyści, wytwórnie i my sami? Czekamy na wasze sugestie. Poniżej konkretne propozycje naszego czytelnika. Czy waszym zdaniem mogłyby rozwiązać problem? Piszcie:
metro@agora.pl.
Stać cię - kupujesz, nie masz kasy - tylko słuchasz Muzyka to jedna z moich pasji. Kupuję i kolekcjonuję ją legalnie od początku lat 90. Miałem okazję przez kilka lat grać w zespole oraz prowadziłem przez prawie 5 lat niewielką niezależną wytwórnię zajmującą się wydawaniem alternatywnego rocka. Można więc powiedzieć, że zdarzało mi się być zarówno artystą, jak i wydawcą, no a przede wszystkim - słuchaczem.
Na łamach "Metra" spotykam się z jednej strony z bezczelnością internetowych przestępców, a z drugiej - z bezradnością artystów, wydawców i innych posiadaczy własności intelektualnych. Uważam, że na nic nie zda się zasłanianie dozwoloną w polskim prawie "ściągalnością". Zacofanie prawa nie uzasadniania okradania ludzi z ich własności. Całej sprawie na pewno nie pomaga brak sensownych rozwiązań ze strony artystów. Jedni - jak Kazik - nie otwierają się na nowe rozwiązania, jakie można by przyjąć. Drudzy, jak Nergal, zachęcają do ściągania. Ale Nergal to utopista. Łatwo mówić, że dobra płyta zawsze się obroni w przypadku tak gorących premier jak płyta Behemotha czy Alice in Chains.
Jak więc można temu nielegalnemu procederowi zaradzić? Oto moja propozycja:
--- Płyta powinna być dostępna przynajmniej na następujących nośnikach (nośnik / cena):
- MP3 online - bezpłatnie
- MP3 do ściągania - 70-80% ceny
- płyta CD - 100% ceny
Tak jak w każdej innej dziedzinie gospodarki - możliwość dostępności do danego dobra uzależniona byłaby od stanu naszego portfela, jak również preferencji.
--- Zanim płyta będzie miała swoją oficjalną premierę, powinna pojawiać się w serwisie umożliwiającym odsłuchanie jej online (bez możliwości ściągnięcia).
Idealnym rozwiązaniem byłby serwis, który za każdorazowe odsłuchanie nagrania płaciłby artystom część profitu z reklamy wyświetlającej się przy odsłuchu danego utworu (nie znam cen reklam w tej dziedzinie, ale jeśli np. jednorazowe wyświetlenie banera kosztowałoby 3 grosze, to np. 0,3 grosza szłoby do autorów i wykonawców nagrania).
Gdy weźmiemy pod uwagę te przykładowe dane i choćby statystyki YouTube, okaże się, że utwór odsłuchany 300 tysięcy razy zarobiłby dla artystów... 9 tysięcy złotych!
Jeśli ktoś chciałby odsłuchać cały album, po każdym nagraniu strona by się przeładowywała, co pozwoliłoby wyświetlić każdorazowo jeden baner dla jednej piosenki.
Oczywiście osoba, która odsłuchiwałaby nagrania, robiłaby to za darmo. Serwis pełniłby wtedy funkcję tzw. internetowego radia.
---W drugim etapie (np. po tygodniu albo dwóch) płyta ukazywałaby się na CD i MP3 (do ściągnięcia). Każdy, kto chce posiadać utwory w swojej kolekcji (czy to płytę na półce, czy pliki na twardym dysku lub MP3playerze) musiałby zwyczajnie za nie zapłacić.
Myślę, że przy tak skonstruowanym modelu wszelkie nielegalne ściąganie plików mogłoby być surowo karane!
Niemożliwe? Możliwe! Trzeba tylko chcieć i zjednoczyć środowiska intelektualne: muzyków, filmowców (bo ich problem też dotyczy!), pisarzy, wydawców, twórców oprogramowania, koncerny zajmujące się ich wydawaniem. Razem byliby potężnym i silnym lobby, mogącym zdziałać wiele. W końcu w każdym kraju odprowadzają do kasy państwa niemałą kwotę podatków!
Artur Maszota Masz pytanie albo postulat? Przyślij je nam, a przekażemy je uczestnikom debaty. Napisz do nas:
metro(at)agora.pl