http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka historia, zwykli ludzie

Maja Staniszewska
2009-10-21, ostatnia aktualizacja 2009-10-21 19:02

Czasem, żeby zrozumieć historię, trzeba na nią spojrzeć z bliska. Jak w filmie "Mniejsze zło" nestora polskiego kina Janusza Morgensterna, w którym główną rolę gra Lesław Żurek


Fot. VISION
>> Do czego jest zdolny zazdrosny pies?

Moment w historii, który wybrał Janusz Morgenstern jest szczególny - przełom lat 70 i 80 to czas dojrzewania do zmiany i karnawału "Solidarności" brutalnie przerwanego przez stan wojenny. W tym właśnie czasie w dorosłość wchodzi Kamil, student polonistyki, który chce zostać poetą. Kamil do nauki się nie przykłada, obija się gdzieś na marginesie i romansuje. W końcu o wyrzuconego ze studiów Kamila upomina się wojsko. Chłopak robi to, co potrafi najlepiej - lawiruje. Załatwia sobie pobyt w zakładzie psychiatrycznym, z którego wychodzi z gotową powieścią, wydaną wkrótce w drugim obiegu. Podziw, sława i wszystkie jej atrybuty są teraz na wyciągnięcie ręki. Co zrobi, gdy dostanie wezwanie do SB?

Nieco niedzisiejszy film Morgensterna to nie tylko historia młodego oportunisty, ale też portret ważnej epoki i przegląd ludzkich postaw. Czy rzeczywiście nie było innego wyjścia niż wybrać "mniejsze zło"? Czy tych, którzy tak wybrali należy potępić, czy pochwalić za to, że znaleźli sposób na przetrwanie? Jak ojciec Kamila, partyjny dyrektor zakładający w swoim zakładzie komórkę Solidarności i wieszający na ścianie portret Jana Pawła II, choć wcześniej na biurku stawiał Stalina. Pokazane z bliska różne ludzkie wybory pomagają lepiej zrozumieć tamte czasy. To ważne zwłaszcza dziś, kiedy dorosło już pokolenie, które PRL-u nie pamięta nawet z piaskownicy.

Urodził się pan w 1979 roku - w tym samym czasie, w którym zaczyna się akcja filmu. Jak pan się czuł na planie w odtworzonej peerelowskiej rzeczywistości?

Przed zagraniem w "Mniejszym złu" myślałem, że wiem więcej o PRL-u. Z perspektywy dziecka wszystko było piękne i proste. Kiedy dostałem scenariusz i zacząłem rozczytywać postać, doszedłem do wniosku, że nie wiem w ogóle, jak ten świat wyglądał, jaka była atmosfera na ulicach itd. Okazało się, że to trochę tak, jak znaleźć się na stałe w listopadzie - ponuro i szaro, trzeba przeczekać. Są od tego różne ucieczki - mój bohater wybrał kobiety. Stał się znaną osobą w światku artystyczno-literackim, odniósł sukces i właściwie nic nie robiąc, stał się nagle pociągający dla intelektualistek - literatek, aktorek, lekarek. Poza tym każda z tych kobiet była mu potrzebna - on jest bardzo interesowny, choć może na to nie wygląda.

Pan by tak potrafił jak Kamil, ciągle wybierać mniejsze zło, poddawać się okolicznościom?

Nie, ja jestem skonstruowany zupełnie inaczej. Kamil nie zna na nic odpowiedzi, nie ryzykuje, żeby je poznać. Dryfuje. Na początku strasznie mnie to w nim drażniło - taka mimoza. Ale teraz już go lubię. Każdy z nas ma trochę z Kamila.

Kamil oprócz wierszy, które ukazały się w piśmie literackim na początku filmu, całą resztę swojej twórczości ukradł...

Ukradł książkę pacjentowi ze szpitala psychiatrycznego i wydał pod swoim nazwiskiem. Dobrze, że wydał, że ocalił, że książka poszła do ludzi, ale niedobrze, że pod swoim nazwiskiem. Na tym wypłynął. Można powiedzieć, że wybrał mniejsze zło. Nie jest to chwalebne, ale myślę, że dość powszechne.

Dlaczego on to robił, przecież nie dla pieniędzy?

Jest w ludziach często taka chora ambicja, która tłumi logiczne myślenie. Kamil chce się wyróżnić, chce być fajniejszy niż cała reszta i niż jest w rzeczywistości. Jest wycofany, ale jednocześnie ma parcie ku karierze.

Równie dobrze mógłby być współczesnym bohaterem.

Kapitalizm nasz krwawy nie jest idealny. I też zmusza ludzi do decyzji wątpliwych moralnie. To uniwersalny temat.

Rolę dostał pan po zdjęciach próbnych...

Tak i byłem święcie przekonany, że zagram w tym filmie. Poczułem, że z reżyserem dobrze się rozumiemy, nadajemy na podobnych falach.

Mimo ogromnej różnicy wieku i dorobku?

Pan Janusz jest przywódcą, który potrafi pociągnąć za sobą każdego. Nie chodzi o to, że to legendarny reżyser, ale po prostu fajny gość. Człowiek ceni sobie pracę z nim. Ma zupełnie inny styl pracy, nie tak nerwowy, jak jest teraz powszechny.

Spotkał pan na planie starszych kolegów - Gajosa, Pszoniaka, Olbrychskiego, Kolbergera. Miał pan tremę?

Nie, za to dużą ciekawość. "Mniejsze zło" to była dla mnie prawdziwa szkoła.

Aktorem pan został jak w hollywoodzkim scenariuszu - na złość dziewczynie, która zostawiła pana, studenta ekonomii, dla aktora.

Na złość może nie, ale żeby udowodnić jej i sobie, że potrafię. Ekonomia to były dość monotonne studia, tyle że z fajnymi ludźmi. Kiedy starałem się wyobrazić sobie siebie po ich skończeniu, trafiałem na ścianę. Nie miałem bariery i oporów, żeby przeskoczyć w zupełnie inny rejon. Aktorstwo to ciekawy zawód, każdy projekt jest nową przygodą - historie, które się opowiada, i ich odbiór. Będę obserwował z zainteresowaniem, jak ludzie z rożnych pokoleń odbierają ten film o moralności.

Mówi pan "różne przygody". A jakiej aktorskiej przygody by pan nie chciał?

Byłem przez moment w teatrze i poznałem fajne strony aktorstwa i te niefajne. Zrezygnowałem z etatu w teatrze, bo to strata dobrej energii. To zaprzeczenie tego zawodu. Z zewnątrz wygląda jak świątynia, a w środku jest zakładem pracy. Powinno chyba być odwrotnie.

Ma pan poczucie, że jest szczęściarzem?

Jestem szczęściarzem. Cieszy mnie moja praca.

"Mniejsze zło" Polska 2009 reż. Janusz Morgenstern, wyst. Lesław Żurek, Janusz Gajos, Anna Romantowska, Magdalena Cielecka, Wojciech Pszoniak



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy