>>
Jak oduczyć psa żebrania
Autorzy przygód Asteriksa i Obeliksa musieli mieć w sobie duszę lustratora, któremu żaden podręcznik historii kitu nie wciśnie! Bo nie od dziś przecież wiadomo, że Juliusz Cezar strasznie nazmyślał w swoich pamiętnikach z wojen galijskich Dlatego pewnego dnia, dwóch potomków dzielnych Bretończyków - René Goscinny i Albert Uderzo - postanowiło pokazać, jak sprawy miały się naprawdę. Usiedli, spojrzeli sobie w oczy, a potem zaczęli pisać i rysować. Tworzyli nieprzerwanie przez osiemnaście lat, a kiedy jednego z nich zabrakło, herkulesową pracę wziął na swoje barki drugi.
Na opowieści o tym, co wydarzyło się pięćdziesiąt lat przed naszą erą, wychowało się już kilka pokoleń Francuzów, Normanów, Hiszpanów, Brytów, Helwetów, Belgów a także Polan. Mimo że po tylu latach rysowania komiksu autorom trudno było uniknąć fabularnych powtórzeń, fani Asteriksa i Obeliksa nie przestają czytać ich przygód. Trzydziesty czwarty album, narysowany specjalnie z okazji 50. urodzin prześwietnych wojowników, oprócz kolejnej porcji przygód, zawiera przewodnik turystyczno-kulinarny po Galii i słynne obrazy przerobione na sposób galijski.
Co tak nas urzekło w francuskich historyjkach? Pod kolorową powierzchnią opowiastki dla dzieci, skrywają niezmierzone pokłady wiedzy o świecie antycznym, wielkich tego świata i szarych eminencjach stojących za kulisami dziejów. Przy okazji rozliczeń z historią, w "Asteriksach" dostaje się sportowcom, hollywoodzkim gwiazdom, a nawet feministkom. Z lekkością i nieukrywaną sympatią obśmiewane są narodowe stereotypy i ksenofobia samych Francuzów. To komiksy dla dorosłych, chociaż nie rzuca się w nich mięsem, a jedynie menhirami*. Kto więcej wie, ten i więcej wyczyta z "Asteriksów", i bardziej się przy nich uśmieje. Może nie trzeba od razu kończyć filologii klasycznej, ale odświeżenie sobie choćby łacińskich sentencji nie byłoby tu całkiem od rzeczy. Przyda się też wyrobione ucho, żeby w pełni docenić wszechobecne "łacińskie" słowotwórstwo i odnaleźć sens w imieniu Brakosensus. Gdzie indziej piękna aktorka z samej stolicy imperium mogłaby się nazywać Latraviata, a Egipcjanin - Kortnatenis? Tylko tutaj Rzymianie śpią w obozach o dźwięcznych nazwach: Rabarbarium, Akwarium, Relanium i Delirium.
Poza tym - dla Asteriksa i Obeliksa nie ma zadań niemożliwych. Gdy trzeba uratować śpiewaka Kakofoniksa, zostają gladiatorami. Gdy Kleopatra chce zagrać na nosie Cezarowi, pomagają architektowi Numerobisowi w trzy miesiące postawić pałac. Gdy trzeba sprowadzić deszcz w dalekich Indiach, przy okazji ratują piękną księżniczkę Reszehezadę. Na próżno cesarz Imperium zastawia na nich pułapki i posyła za nimi swojego najlepszego agenta Zerozerosiudmiksa - nikt nie pokrzyżuje im planów. Są jak James Bond i czterej pancerni z psem w jednym.
Zaraz, zaraz, no właśnie! Gdzie się podział pies? Ależ pies ma się dobrze! Mimo że na początku nie było go nawet w scenariuszu i dopiero po jakimś czasie pojawił się spontanicznie pod piórkiem rysownika, Idefiks stał się nieodłączną częścią galijskiej drużyny. Mały biały kundelek przywiązał do siebie czytelników i po upływie półwiecza, nadal w znakomitej formie, plącze się pod nogami swojego pana.
*Nieociosany głaz, najczęściej zwężający się ku górze.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl