http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pomarańczowa plama krzyczała: Jestem wolnością

Jerzy S. Majewski, gw
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 17:51

Wszystko przez Holendrów. Wyhodowali pierwszą pomarańczową marchewkę i wprowadzili oranż jako kolor buntu społecznego

Wystawa
Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
Wystawa "Pomarańczowe Rewolucje"
ZOBACZ TAKŻE
>> Jak oduczyć psa żebrania

- Pomarańczowy to barwa kontestacji - mówił Adam Czyżewski na otwarciu przygotowanej przez siebie wystawy "Pomarańczowe rewolucje. Od karnawału do kontestacji". Można ją oglądać od wczoraj w warszawskim Muzeum Etnograficznym przy Kredytowej 1.

W ponurą zimę stanu wojennego w Polsce pomarańczowe były co najwyżej marchewki wyhodowane przed wiekami przez Holendrów. Pomarańcze, jak już się zjawiły w sklepach, to raczej żółte, kubańskie, choć i to rarytas. Jedna pomarańczowa plama na szarości zdawała się krzyczeć: "Jestem wolnością!".

- W stanie wojennym na murach pojawiły się napisy: "Zima wasza, wiosna nasza", "Solidarność żyje". Władza je zamalowywała, ale potem, gdy cała Polska z zapartym tchem na ekranach telewizorów śledziła losy Isaury na murach zaczęto pisać: "Uwolnić niewolnicę Isaurę i więźniów politycznych" i "Precz z Leonciem". Te napisy też zamazywano - opowiadał na otwarciu wystawy Major Waldemar Fydrych, lider Pomarańczowej Alternatywy. Męczyły go plamy pozostałe po napisach i z przyjaciółmi umieszczał na nich krasnale. Tak powstała jego organizacja.

Oranż na wystawie to kolor holenderskiego ruchu Provo z połowy lat 60., polskiej Pomarańczowej Alternatywy, ukraińskiej rewolucji, a nawet żydowskich osadników kontestujących nakazane im przez rząd Ariela Szarona opuszczenie osad w Strefie Gazy. Założyciel i ideolog ruchu Provo Roel van Duijn o Majorze Fydrychu usłyszał dopiero kilka tygodni temu. Spotkali się w Muzeum Etnograficznym. Duijn opowiadał: - Gdy nasza rewolucja wygasła, popadłem w apatię. Lekarz wysłał mnie na wieś do gospodarstwa ekologicznego. Tam przy maszynie do kopania ziemniaków doznałem olśnienia. Gdy zapytałem gospodarza, kiedy ją uruchomi, nakrzyczał na mnie. Chcesz, by krasnoludki pouciekały? I wtedy zrozumiałem - państwo krasnoludków to jest to! Wyzdrowiałem. Wsiadłem w pociąg i napisałem manifest Wolnego Państwa Pomarańczowego (Oranje Vrijstaat). Do Amsterdamu wrócił już jako krasnoludek. Wybrany do rady miejskiej obniżył krawężniki, wprowadził ścieżki rowerowe i legalną marihuanę. Poniósł porażkę, nie realizując postulatu obowiązkowego zakładania ogrodów na dachach samochodów



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów