http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śledztwo w sprawie CSI: Dlaczego tak lubimy ten serial

Maja Staniszewska
2009-11-08, ostatnia aktualizacja 2009-11-08 20:04

Trzy miasta, trzy zespoły, trzy seriale. Po raz pierwszy w historii "CSI" bohaterowie połączą swe siły, by rozwiązać jedną zagadkę. Z pomocą kryminalistyka prowadzącego zajęcia "CSI Warszawa" próbujemy wytropić, skąd miłość widzów do serialowych dochodzeń

CSI Las Vegas
Fot. materialy prasowe
CSI Las Vegas
ZOBACZ TAKŻE
Na mokradłach Everglades niedaleko słonecznego Miami zostaje znaleziona kobieca noga. Kiedy okazuje się, że należała do dziewczyny, której zaginięcie zgłoszono w Las Vegas, Horatio Caine, szef kryminalistyków z Miami, wzywa doktora Raya Langstona, swojego kolegę z Miasta Grzechu. Kolejne tropy prowadzą Langstona do Nowego Jorku, gdzie ekipa detektywa Maca Taylora próbuje rozwikłać zagadkę innej zaginionej kobiety. Wspólnie odkrywają siatkę specjalizującą się w przemycie ludzi i handlu organami. Tak w skrócie będzie wyglądał wielki serialowy crossover, w którym spotkają się bohaterowie "CSI: Miami", "CSI: NY" i "CSI", czyli "Kryminalnych zagadek Las Vegas", gromadzących przed telewizorami widzów z prawie 200 krajów. Pierwszy odcinek "CSI Trilogy" w Stanach już dziś.

Kryminalny tydzień

Polski fan "Kryminalnych zagadek" z różnych miast może się z nimi nie rozstawać niemal cały tydzień. Cztery stacje pokazują różne sezony tych seriali od soboty do czwartku. Premierowe odcinki "CSI: Miami" i "CSI: NY" w Polsacie przyciągają milionową widownię.

- Jest zagadka, trochę strachu, ale sprawiedliwość zawsze zostaje wymierzona. Można spokojnie wyłączyć telewizor i iść spać z poczuciem, że wszystko jest tak, jak powinno - mówi doktor Paweł Waszkiewicz z katedry kryminalistyki UW. Na swoim wydziale prowadzi zajęcia "CSI Warszawa". Jedna grupa studentów odwzorowuje na nich miejsce przestępstwa, a druga - jak w serialu - zbiera i analizuje ślady, próbując dociec, jak wyglądało przestępstwo. Przychodzą i konfrontują z rzeczywistością to, co zobaczyli w telewizji. Wielu z nich nie ukrywa, że zajęcia - a nawet studia - wybrali właśnie z powodu serialu. Często z zaskoczeniem dowiadują się, że nauka naprawdę pozwala na eksperymenty, jakie przeprowadzają filmowi agenci.

- Element naukowy to dodatkowa zaleta serialu. Widzowie nie zawsze rozumieją, na czym polegają te wszystkie eksperymenty, ale widzą, że to dzięki nim posuwamy się do przodu - mówi Waszkiewicz.

Science tak, fiction - nie

Serial od początku pełen był efektów specjalnych, które pozwalały zajrzeć do wnętrza ludzkiego ciała, odtworzyć tor pocisku, zrozumieć, skąd wzięły się takie, a nie inne ślady krwi. Kryminalistycy w "CSI" posługiwali się nawet urządzeniami, które jeszcze nie istnieją, co zaowocowało w 2004 roku nominacją serialu do nagrody Saturna przyznawanej produkcjom science fiction. Doktor Waszkiewicz zapewnia jednak, że - choć czasem wygląda to nieprawdopodobnie - serialowe CSI do fantastyki nie należy. - To oczywiste, że zagadki nie da się rozwiązać w 40 minut, są w serialach skróty - mówi. I z rozbawieniem wylicza serialowe uproszczenia: - Czasem bohaterowie mają nieziemską intuicję i wiedzą dokładnie, w którym miejscu wykorzystać argentorat czy inny proszek daktyloskopijny. Włączają światło ultrafioletowe podczas poszukiwania śladów krwi z użyciem luminolu, choć luminol świeci sam z siebie. Ich największy błąd jest taki, że zapominają o bardzo ważnej zasadzie, jaką jest unikanie kontaminacji - zanieczyszczenia miejsca przestępstwa poprzez naniesienie innych śladów albo zabrudzenie śladów istniejących. Kiedy bohaterka wchodzi z burzą loków na miejsce zbrodni, to nie ułatwia sobie i innym zadania, bo łatwo jej zostawić własne ślady. A wtedy cała praca idzie na marne - opowiada Waszkiewicz.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos