http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Tu nie ma nic o bicepsach narodu

Rozmawiała Maja Staniszewska
2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 21:56

20 lat wolności w 26 reportażach. Wybrał je i opatrzył komentarzami Mariusz Szczygieł, który opowiada nam, dlaczego zamiast bicepsów narodu, oglądamy w nich gorzkawy obraz polskich przemian

Mariusz Szczygieł, zast. szefa działu reportażu ?Gazety Wyborczej?
Fot. Albert Zawada / AG
Mariusz Szczygieł, zast. szefa działu reportażu ?Gazety Wyborczej?
ZOBACZ TAKŻE
Maja Staniszewska: "To mój osobisty wybór reportaży o tym, gdzie zaczęła się i dokąd doszła nowa Polska" piszesz we wstępie. Gdzie się zaczęła i dokąd doszła ta nowa Polska?

Mariusz Szczygieł: - Zaczęła się od człowieka, który nie ma tożsamości, nie wie, kim jest. To bohater pierwszego reportażu z książki - "Człowiek, który powstał z torów" Wojtka Tochmana, który stracił pamięć i kiedy obudził się na torach, nie wiedział ani kim jest, ani co to są tory. I ten człowiek, który powstał z torów, uczył się nowych słów. A pierwszym, jakie poznał, było "wypierdalaj".

Dla mnie to jest metaforyczna opowieść o nas, Polakach, którzy musieliśmy się nauczyć nowego. Wyszliśmy od tego, że wszystko musi się zmienić. A doszliśmy do takiego stanu, że jeden człowiek ma kilka tożsamości. Jak bohater ostatniego reportażu "Wściekły pies". Jest księdzem, bardzo wierzącym proboszczem, uwielbianym przez staruszki słuchające Radia Maryja, ale jednocześnie jest gejem zakażonym HIV, uprawiającym ostry seks w klubach gejowskich zachodnich miast. Socjologia nazywa to tożsamością zwielokrotnioną i właśnie to mamy teraz w Polsce. Polska wyszła od tego, że nie wie, kim jest, i doszła do punktu, w którym nadal (albo znów) nie wie.

Czyli nic się nie zmieniło?

- Przeciwnie. Ta książka pokazuje zmianę. To opowieść o tym, jak ludzie tworzyli nowych siebie w nowym państwie. Jak przechodziliśmy z socjalizmu do kapitalizmu. Chciałem pokazać, jak ludzie sobie z tym radzą.

A radzą sobie? Moim zdaniem proporcja zaradności w stosunku do bezradności i rozpaczy jest w tej książce zachwiana. Piszesz w reportażu, który zamieściłeś zamiast wstępu, że wracasz ze Złotoryi do Warszawy i "W redakcji NIKT nie ma wątpliwości, że dobrze się stało, że upadła komuna. Wyjdę poza redakcję i tych cudzych wątpliwości mnie dopada mnóstwo. Jakby stado ptaków chciało mnie obsiąść"...

- Kiedy zacząłem pracować w "Gazecie Wyborczej" na początku 1990 roku, wszyscy byli tu pełni entuzjazmu do tego, jak się Polska zmienia, że Mazowiecki, że Bielecki, że kapitalizm, że wolny rynek, że każdy ma teraz szansę. I będąc w redakcji, jako 22-letni dziennikarz też uważałem, że wszystko jest możliwe. Ale wracałem do domu do Złotoryi, a moja mama mówiła, że "następuje likwidacja człowieka", że Polska upada. Ludzie się czuli zostawieni samym sobie, nowa władza dała im wolność, ale państwo przestało funkcjonować. Myślę, że społeczeństwo tego nie uniosło. A czy więcej w tym pesymizmu? Nie wiem. Więcej jest dramatu i cierpienia, bo reporter zawsze ujmuje się za przegranym. Ale starałem się, żeby w książce było też trochę o takiej Polsce, która się nie daje. Flaubert mówił, że rolą pisarza - ale przecież także rolą reportera - nie jest podziwianie bicepsów narodu. Ta książka nie miała nikomu poprawiać samopoczucia.

Jedyne bicepsy, które widać w tym zbiorze, prezentuje ojciec Rydzyk, któremu się wszystko udaje, który z niczego tworzy imperium.

- Tylko jakimi metodami...? Jest tu jeszcze jeden tekst o sukcesie. Opowieść o wiejskiej nauczycielce, która tak kochała seriale, że zaczęła pisać do redakcji pism telewizyjnych sprostowania i pouczenia, że dziennikarki tam pracujące nie wiedzą, o czym piszą, aż pewna redakcja w Warszawie zaproponowała jej pracę.

Myślisz, że idziemy w dobrą stronę? Jak za kolejnych 20 lat będziesz tworzył zbiór reportaży, to będzie w nim więcej optymistycznych tekstów?

- Wierzę, że idziemy w dobrą stronę, ale nie sądzę, żeby pojawiło się więcej optymistycznych reportaży. Bo reporter to jest takie zwierzę, które interesuje się człowiekiem na granicy, na rozstaju. A my chcemy czytać o rzeczach, które są negatywne, chcemy czytać o złu, bo to jest nasz naturalny instynkt samoobrony - uczymy się w ten sposób jak go uniknąć, jak się bronić albo jak to zło oswoić. Czytamy reportaże, żeby określić swoją pozycję w życiu i w świecie.

"20. 20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła" pomysł, układ i komentarze Mariusz Szczygieł, ilustracje Twożywo,wyd. Czarne

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów


Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład