>>
Witaminy dla psa i kota Jacek Dukaj nie jest pewien, czy pamięta stan wojenny czy jego wspomnienia z tego okresu są tylko projekcją złożoną z obrazów, lektur i opowieści, które dotarły do niego później. Ja też pewna jestem tylko tego, że 13 grudnia 1981 roku chciałam obejrzeć Teleranek, ale ktoś mi go zabrał. Pamiętam dziecięcą złość i rozczarowanie. Reszta tego dziwnego czasu zwanego stanem wojennym gdzieś mi umyka. Pojawia się dopiero w szkole, na lekcji historii, która wypadła już po wielkiej zmianie 1989 roku. Teraz, dzięki "Wrońcowi" Jacka Dukaja i dzięki jego fantastycznej umiejętności tworzenia baśniowego świata, w którym jest i groza baśni braci Grimm, i coś z okrucieństwa baśni rosyjskich, stan wojenny wraca do mnie z całą swoją mrocznością i z całym strachem.
Jacek Dukaj, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy nie tylko fantasy i science fiction, zabiera czytelnika w bajkową podróż z małym Adasiem. Pewnego dnia w spokojne życie chłopca i jego rodziny - mamy, taty, małej siostrzyczki, babci i wujka wdziera się straszliwy Wroniec, który porywa ojca i ciężko rani mamę. Adasiowi udaje się uciec do sąsiada, Pana Betona. Kiedy wraca do domu, okazuje się, że wszyscy zniknęli.
Razem z Panem Betonem, który wszystko budował swoimi wielkimi dłońmi, wyrabiając miliony procent normy, mały Adaś rusza na poszukiwania rodziny. Po drodze mija Puchacze, siedzące na kablach telefonicznych i podsłuchujące rozmowy, Wojaków-Wroniaków gromadzących się wokół żelaznych kotłów, Milipantów, którzy wcale nie są mili, i czające się do skoku żelazne suki o okratowanych oczach, Bubeków, MOMO i wreszcie Złomot. Zostaje też wciągnięty w Kolejkę i natyka się na Maszynę-Szarzynę, która każdego, kto jest choć trochę kolorowy, natychmiast przerabia na szarego jak mgła. Adaś, jako dziecko, potrafi się uchronić i przed szarością, i przed Milipantami. Ma bowiem wielką, potężną broń - słowo. Adaś potrafi pięknie opowiadać, potrafi też napisać kilka najprostszych słów, które służą mu za przepustkę w strasznym szarym świecie. Jego droga do rodziców staje się jednak coraz trudniejsza. Jak to w bajce, oczekujemy happy endu, ale czy ten, który następuje, na pewno happy endem jest?
Mocny, działający na wyobraźnię i momentami przyprawiający o gęsią skórkę tekst Dukaja genialnie uzupełniają ilustracje Jakuba Jabłońskiego: mocne i niebanalne. Jabłoński jest także dyrektorem artystycznym filmu Hardkor 44 Tomka Bagińskiego. To dobra wróżba dla tego projektu.