Opowiadanie Karola Dickensa "A Christmas Carol in Prose. Being a Ghost Story for Christmas", znane jako "Opowieść wigilijna", ma już grubo ponad 150 lat, ale wciąż pozostaje świeże i atrakcyjne. Dowodem tego jest najnowsza z ponad 80 filmowych adaptacji, czyli film Roberta Zemeckisa, reżysera, którego kino nie może się obejść bez efektów specjalnych, a ostatnio specjalisty od trójwymiarowych animacji z prawdziwymi aktorami. - Niebywały postęp technologii wyzwolił mnie jako filmowca i dodatkowo pobudził moją wyobraźnię. Technologia musi jednak służyć opowiadanej historii, nigdy nie powinno być odwrotnie - mówi Zemeckis.
I tak jest w jego "Opowieści wigilijnej", gdzie dzięki cyfrowym efektom widz może przenieść się na ulice XIX-wiecznego Londynu, ale przede wszystkim zobaczyć duchy. Tak jak Ebenezer Scrooge (Jim Carrey), chciwiec i skąpiec, zgorzkniały i samotny człowiek o kamiennym sercu, którego w Wigilię Bożego Narodzenia odwiedza duch wspólnika i ostrzega przed konsekwencjami życia, jakie wiedzie. Duch zapowiada Scrooge'owi wizytę trzech zjaw, które mają pomóc skąpcowi w przemianie. Pierwszym jest Duch Wigilijnej Przeszłości, który zabiera Scrooge'a w podróż od wczesnego, niezbyt szczęśliwego dzieciństwa, po wiek dojrzały, w którym Scrooge odrzuca miłość pięknej, ale biednej dziewczyny. Drugi, Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia, pokazuje Scrooge'owi, jak biednie, ale szczęśliwie spędza święta rodzina jego pracownika Boba Cratchita. Trzeciego ducha, Ducha Przyszłych Wigilii, Scrooge się obawia. I ma rację. To, co mu pokaże, spowoduje, że stary skąpiec przeżyje wielką przemianę.
Film Zemeckisa jest widowiskowy, momentami trochę straszny, ale bardzo pieczołowicie wymyślony i zrobiony. Doskonała jest poorana bruzdami, długobroda twarz Scrooge'a, w którego oczach i grymasach można dostrzec Jima Carreya. Zewnętrzna brzydota Scrooge'a odbija jego brzydotę wewnętrzną. Dodatkowa zaleta to głos, którego w polskiej wersji użyczył mu Piotr Fronczewski. Doskonały jest bajkowy Londyn, choć jest to raczej bajka w stylu tej o dziewczynce z zapałkami. Świetne są podróże, w które Scrooge'a zabierają duchy. I trzeba Zemeckisowi przyznać, że technika rzeczywiście nie przysłania tu historii, a wręcz pomaga lepiej ją zrozumieć. A że większość z niej jest mroczna? To już wina pana Dickensa.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl