Z blogu można zrobić i kasowy film kinowy w gwiazdorskiej obsadzie (jak "Julie i Julia" z Meryl Streep), można też bardzo poczytną i pomocną książkę (jak "Dziennik ciężarowca" Tomka Kwaśniewskiego). Można też przełożyć go na sympatyczną i zabawną lekturę dla rodziców i nie tylko - jak nagrodzona w konkursie Blox.pl i Instytutu Badań Literackich PAN książka "Matki Polki lęki, jęki i Potwory" autorki kryjącej się pod nickiem mattkapolka. Tytuł będący jednocześnie tytułem blogu (mattkapolka.blox.pl) jest nieco mylący. O lękach bowiem w książce nie ma prawie nic, jęków jest ilość znośna, a królują Potwory. Tak autorka nazywa swoje dwie córeczki Janeczkę i Maryśkę. I tylko ktoś zupełnie pozbawiony poczucia humoru mógłby uznać, że robi to, bo jest złą matką. Ale osobom pozbawionym poczucia humoru tej książki nie polecamy. Przeczytałyśmy książkę we dwie - Dzieciata i Niedzieciata. A oto i nasze refleksje (styl Matki Polki bywa zaraźliwy):
Kto to papla Dzieciata pociech ma dwoje. Oczekiwała z ich strony erupcji dziecięcego słowotwórstwa i na razie czuje się zawiedziona. Syn Dzieciatej zaczął bowiem mówić od razu zdaniami złożonymi, czym wywoływał popłoch wśród mam i babć na placu zabaw. Za to Potworek, czyli Marysia, młodsza córka Matki Polki ma nie tylko talenty językowe, lecz także wadę wymowy, co owocuje prześmiesznymi cytatami w każdym właściwie wpisie. Żeby je w pełni docenić, trzeba to przeczytać na głos. Dzieciatą to trochę męczy. A i w komunikacji miejskiej czy pociągu, do czytania w których książkowy blog wydaje się stworzony, porządnie się w nim zagłębić nie da...
Niedzieciata - co nie będzie z pewnością zbyt odkrywcze - nie ma dziecka ani jednego. A jako miłośniczka języka polskiego uwielbia jego elastyczność. Zwłaszcza w dziecięcym wykonaniu. U Matki Polki nie ma na szczęście żadnego ćwierkania do dzieci, żadnego "gu gu gu", Matka Polka do potworów mówi piękną polszczyzną. Ale już polszczyzna Potworów to zupełnie inna bajka. Niedzieciata popłakała się ze śmiechu, gdy okazało się, że "bigosik" to w rzeczywistości długopis. Tak się tylko zastanawiam, czy scena, w której tata nazywany MiaUżonem nie rozumie, o co Potworowi chodzi, a mama pojmuje to w lot, nie jest aby przesadzona. Jeśli się Niedzieciata dzieci dorobi - pewnie się tego dowie.
Kwestia kupy
Dzieciatą, zanim dorobiła się dzieci, wstrząsały spotkania z innymi rodzicami, którzy podnosili na szerokich forach kwestię zawartości dziecięcych pieluch lub nocników. Gdy w końcu została dzieciatą, ze zdumieniem odkryła, że kwestia ta na życie codzienne wpływa w stopniu niewyobrażalnym. Starała się jednak pilnować i ku swemu zadowoleniu odkryła, że Matka Polka pilnuje się również. Choć kwestii nocnika pominąć nie może. Ale z lekkością to podjęte, a sytuacja, w której Janeczka wpada w ostatniej chwili do łazienki, gdzie zastaje siedzącego na sedesie tatę i radzi mu nie marnować wody, i "zrobić komplet" ubawiła Dzieciatą.
Niedzieciata nie jest jakaś tam przewrażliwiona, wcale nie. Kwestie fizjologiczne też nie są jej obce (do dziś pamięta, jak synek koleżanki przybiegł pochwalić się zawartością nocnika, oj, pamięta), ale jednak może bez przesady. Dzieciaci w ekskrementach jakoś się lubują. Rozumiem, że przeżywali to nasi rodzice, bo pranie tetry było prawdziwym wyzwaniem, ale dziś? W czasach pampersów? O siusianiu i kupkach jest tu trochę za dużo. I znowu ten irytujący MiaUżon, który - skoro tylko młodszy Potwór zafajda rajstopki - wieje, gdzie pieprz rośnie. Naiwne to może myślenie ze strony Niedzieciatej, ale czy Matka Polka nie powinna raczej trochę chłopa pogonić, a nie wszystko robić za niego? Wolałabym, żeby Matka Polka więcej napisała o tym, jak wygląda prawdziwe życie rodzinne. Niedzieciata nie wierzy, że jego najważniejszym momentem może być kupa.
Rodzić po ludzku Dzieciata wie, że dla każdej dzieciatej poród jest tematem rzeką, ale uważa, że z niedzieciatymi dzielić się nim nie należy. Dzieciata nasłuchała się sama, i tu znowu ukłony dla Matki Polki, która opisuje narodziny Maryśki z właściwą sobie lekką ironią i poczuciem humoru. Trzeba przyznać, że z Matki Polki szczęściara, bo poszło wyjątkowo szybko, tak szybko, że położne i lekarze uwierzyć nie chcieli. Aż potem jeden z lekarzy wspominał swoje z Matką Polką spotkanie, radośnie opowiadając, że miał pacjentkę, która "k...a" do niego powiedziała. Miodzio.
Niedzieciata nie ukrywa, że poród to coś, co ją jednak trochę przeraża. Poczytać wystarczy w gazetach historie okołoporodowe różnych dzieciatych, posłuchać koleżanek, żeby się człowiekowi dzieci odechciało. A tu proszę, jakie zaskoczenie. Bo Matka Polka od zdenerwowania i strachu albo była bardzo daleka, albo skutecznie ten strach ukrywała (może żeby nie przerażać MiaUżona?). No, bo siedzieć sobie spokojnie i wcinać kanapeczkę, mimo że ma się już od dłuższego czasu skurcze... Miło w końcu przeczytać opis porodu zabawny, a nie mrożący krew w żyłach. Choć i tu oczywiście były mocniejsze momenty. Na przykład ten, gdy położna rodzącą Matkę Polkę szczegółowo wypytuje o wykształcenie, jakby była to w chwili porodu kwestia nadrzędna.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl