>>
Witaminy dla psa i kota Kolporter wprowadza dziś na rynek swój najnowszy produkt - eClicto. To urządzenie niewiele większe od palmtopa, ma duży wyświetlacz, pozwala na zakup i czytanie książek. Wydawca oszczędza na druku, klient na czasie, bo kupioną przez internet książkę otrzymuje już po 10 minutach od transakcji. Czarno-biały wyświetlacz imituje książkę i - jak zachwalają producenci - pochłania mało prądu oraz nie męczy oczu.
Czy elektroniczny czytnik może zastąpić tradycyjną książkę? Popularność podobnych gadżetów rośnie. W tym roku w USA sprzedano w ten sposób co najmniej 1,6 proc. wszystkich książek - trzy razy więcej niż rok wcześniej. Tam najbardziej znanym urządzeniem tego typu jest Amazon Kindle - czytnik wprowadzony na rynek przez największą na świecie internetową księgarnię Amazon. Na każde 100 książek papierowych Amazon sprzedaje 48 w formacie elektronicznym.
W Polsce eClicto to nowość. Wprowadzający go Kolporter ma w swojej bazie około 800 książek i podpisane umowy z 40 wydawnictwami. W planach są kolejne. Cena wydaje się zaporowa - to 900 zł. Ale każda egzemplarz ma być o połowę tańszy niż w tradycyjnej księgarni.
- To urządzenie nie wyprze tradycyjnych książek - twierdzi Adam Nowick, dyrektor handlowy Wydawnictwa Zysk i S-ka, które podpisało umowę z Kolporterem. - Traktujemy je po prostu jako dodatkową możliwość zarażenia czytelnictwem kolejnych osób. Szczególnie skorzystać może na tym młode pokolenie mp3, które lubi wszelkiego rodzaju gadżety. Dlaczego nie miałoby czytać w ten sposób książek? Dzięki takiemu sposobowi dystrybucji, kiedyś będzie można kupić np. jeden rozdział podręcznika za 5 zł, zamiast całej pozycji za 80 zł.
Nowość niespecjalnie podoba się natomiast Jerzemu Illgowi, redaktorowi naczelnemu Wydawnictwa Znak. - Zdaję sobie sprawę, że nie wolno być ślepym i głuchym na nowości techniczne, bo mają wiele zalet. Pewnie to jest rozwiązanie bardzo pożyteczne w przypadku słowników, encyklopedii, ale czytania powieści czy poezji na jakiś ekranach czy czytnikach nie potrafię sobie jakoś wyobrazić. Ja lubię ładnie oprawioną, pachnącą książkę - mówi.
Czy to pierwszy zwiastun kryzysu tradycyjnego czytelnictwa? 15 lat temu nikt nie wyobrażał sobie sprzedaży przez internet. Dziś wiele osób nie uznaje innej formy kupowania książek, ubrań czy mebli. Być może niedługo w tylnej kieszeni dżinsów będziemy nosić całą bibliotekę, którą nasi dziadkowie musieli gromadzić przez dziesiątki lat. Tylko co z tym zapachem? Czy ktoś będzie jeszcze pamiętał, że książki pachniały papierem i farbą drukarską, a nie plastikiem?
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl