Nigdy nie szukał zleceń, nie ma swojego portfolio, a co jeszcze dziwniejsze w jego branży - nie posiada własnej strony internetowej. Ale 28-letni Kuba Jabłoński już dołączył do grona najbardziej rozchwytywanych polskich rysowników. Pytany o kolejne etapy kariery wciąż powtarza: przypadek.
Do zbiegów okoliczności zalicza m.in. spotkanie z Jackiem Dukajem, autorem wydanego niedawno "Wrońca", do którego Kuba narysował ilustracje. Ilustracje chwalone równie gorąco, co sama książka. - Jacek opisał dziwny świat stanu wojennego w taki sposób, że mógłbym zilustrować każde zdanie, czasem nawet słowo - mówi rysownik. Stanęło na 120 ilustracjach, nad którymi Jabłoński dostał zapalenia spojówek. - Pracowałem przez dwa miesiące po przyjściu z pracy - od ósmej wieczorem do piątej rano. Cztery razy nie spałem w ogóle, dziewczyna chciała mnie zabić. Ale było warto - wspomina.
Wszystko zaczęło się jednak dużo wcześniej, gdy Jabłoński zaczął współpracować z Agencją Wydawniczą Runa, która specjalizuje się w polskiej fantasy. W 2005 roku jeden z autorów, Krzysztof Piskorski, zażyczył sobie, żeby to właśnie on narysował okładkę nowej książki "Wygnaniec". Po nim pojawili się kolejni.
- Kuba ma ciekawą manierę, w charakterystyczny sposób rysuje potwory. Dobrze się z nim pracuje, bo nawet jeśli nasze wizje się rozmijają, to potrafimy dojść do porozumienia - opowiada Anna Brzezińska, pisarka i współwłaścicielka Runy.
Punktem zwrotnym okazało się (oczywiście przypadkowe) spotkanie Kuby z Tomkiem Bagińskim, najbardziej znanym polskim animatorem komputerowym i autorem nominowanej do Oscara "Katedry".
- Kiedy postanowiłem wrócić do "Kinematografu" leżącego od jakiegoś czasu w szufladzie, szukałem dobrego rysownika, który będzie potrafił coś z tym zrobić. Ktoś mi polecił Kubę i okazało się, że w nim naprawdę siedzą talenty. Poza tym wygrywa pracowitością. Tam, gdzie inni przynoszą jeden projekt, on przenosi sześć. Mam nadzieję, że zostanie z nami na stałe - opowiada Tomek Bagiński.
Dziś Kuba pracuje z kolegami ze studiów - Bartkiem Kikiem i Damianem Nenowem w jednym pokoju w starej fabryce butów, w której mieści się część Platige Image, najbardziej znanego i najczęściej nagradzanego studia postpodukcyjnego w Polsce. Oprócz reklam i efektów specjalnych do filmów powstają w nim filmy animowane. Także "Kinematograf", który znalazł się na krótkiej liście do oscarowej nominacji. Teraz zespół Platige Image pracuje nad kilkoma projektami pełnometrażowymi, a największym z nich jest "Hardkor 44", realizowany w stylistyce "300" i "Sin City" film o Powstaniu Warszawskim. - Usłyszałem: "zrób", więc zacząłem rysować - śmieje się Kuba. - Pasuję do tego projektu, znam różne fantastyczne uniwersa, a założenie jest takie, żeby pokazać Powstanie w sposób wyjątkowo komiksowy, ostry, przesiąknięty fantastyką. Zrobimy to jeszcze bardziej hardkorowo niż Tarantino z II wojną światową.
"Hardkor 44" zajmie Kubie cztery lata życia. Ale młody grafik cieszy się z tego wyzwania. - W Polsce jest wielu wybitnych plastyków, o wiele lepszych ode mnie. To, że mi się udało, to jest po prostu duże szczęście - mówi. Nie wspomina, jak bardzo szczęściu pomógł jego talent.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl