http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Boogie-woogie całą noc

Marcin Lewandowicz
2010-01-06, ostatnia aktualizacja 2010-01-06 16:29

Staromodne koszule ze szpiczastym, szerokim kołnierzykiem, czarno-białe buty a la Al Capone i obowiązkowe szelki. To nie przebranie karnawałowe, ale podstawowy strój fana boogie-woogie. A tych w Polsce przybywa. Zwłaszcza w karnawale warto z nimi potańczyć i posłuchać ich muzyki. Wyśmienita zabawa gwarantowana

ZOBACZ TAKŻE
Miłośnicy boogie-woogie, czyli muzyki granej na fortepianie najszybciej na świecie, coraz częściej organizują koncerty, na których występują światowej klasy gwiazdy tego stylu. Od kilku lat w wakacje mają nawet swój festiwal w Człuchowie koło Piły. Dźwięki boogie podobne są do rock'n'rolla i bluesa. Można było ich posłuchać już 100 lat temu. Stworzyli ją amerykańscy pianiści, podróżujący pociągami setki mil z miasta do miasta po bezkresnej prerii. Zainspirowani odgłosami pędzącej lokomotywy i stukotem jej kół grali boogie-woogie w saloonach, domach publicznych i na domowych imprezach - często do białego rana.

Jako pierwszy w Polsce zaczął ją grać Wojciech Skowroński. Po jego śmierci w Poznaniu powstał zespół Boogiee Boys, który robi coraz większą karierę zarówno w kraju, jak i za granicą. Jeśli ich jeszcze nie słyszeliście, to wasza strata, bo podczas karnawału w rytmie boogie-woogie nogi same rwą się do tańca.

- Podczas wycieczki do Hanoweru na początku lat 90. ojciec dał nam po 20 marek. Siostra kupiła sobie zabawkę, brat spodnie, a ja moją pierwszą płytę CD boogie-woogie - wspomina 28-letni dziś Michał Cholewiński. Po powrocie do domu w Poznaniu słuchał jej bez przerwy, próbując odtworzyć melodię na fortepianie. Choć Michał miał już za sobą lekcje gry na tym instrumencie, okazało się, że miał arcytrudne zadanie - bo to jeden z najszybciej granych gatunków muzycznych na świecie - dodaje. Palce lewej dłoni wybijają basowe dźwięki i nadają rytm, a prawej tak szybko skaczą po klawiszach, że dosłownie rozmywają się przed oczami. Michał już wtedy wiedział, że ta muzyka będzie jego życiem. Dziś jest pracą i zabawą w jednym - czy można lepiej trafić? 

Balanga z królem boogie

Na początku studiów Michał zaprosił do Polski swojego idola, genialnego pianistę boogie-woogie Axela Zwingenbergera z Niemiec. Kiedy usłyszał, ile pieniędzy muzyk bierze za koncert, ręce mu opadły. Alex zgodził się jednak zagrać za połowę stawki, ale w zamian Michał musiał go zabrać do Wolsztyna pod Poznaniem i pokazać stację ze starymi, ale cały czas jeżdżącymi parowozami, których gwiazdor jest fanem.

Pięciogwiazdkowy hotel przy mocno ograniczonym budżecie też nie wchodził w grę, dlatego mistrz klawiatury przez kilka dni mieszkał z Michałem w mieszkaniu jego rodziców niedaleko poznańskiej starówki. To tak, jakby przyjechał do was na prywatną rock'n'rollową balangę Elvis Presley, a rano zjadł z wami jajecznicę. Na tym się nie skończyło. Nocowali u niego kolejni światowej sławy pianiści boogie-woogie jak Vince Weber czy Christoph Steinbach. Podpatrując ich, uczył się grać.

To miało być tylko jedno piwko

Osiem lat temu Michał wstąpił do jednego z poznańskich barów na jedno "szybkie" piwo. Impreza przedłużyła się jednak, kiedy usłyszał Bartka grającego z kapelą swojego ojca. Do pianistów wkrótce dołączył Szymon, i tak powstała mieszanka wybuchowa.

Zawrotne tempo dwóch fortepianów przenosi słuchaczy w magiczne czasy pędzących parowozów. Szymon (perkusista) podczas koncertu wchodzi na perkusję i wali w bębny z góry. Podczas jego solówek (także na harmonijce ustnej) ludzie z niedowierzaniem kręcą głowami. Nie da się nie tańczyć przed sceną, wymachiwać rękoma i gwizdać, gdy Michał i Bartek (pianiści) grają na cztery ręce przy jednym pianinie. Zamieniają się miejscami, wskakują na instrument, grają klęcząc lub leżąc pod nim.

Do tej pory koncertowali w większości krajów Europy, grając u boku największych gwiazd boogie-woogie i bluesa. Największym ich osiągnięciem było pokonanie prawie 200 kapel występujących podczas "International Blues Challenge - Memphis 2009", gdzie znaleźli się w pierwszej dziesiątce. Grali też na prestiżowym Montreal Jazz Festiwal w Kanadzie obok m.in. takich sław jak: Buddy Guy, Brian Setzer czy Chick Corea. Za kilka dni wylatują na tournée po Kalifornii. W Polsce będzie można ich usłyszeć dopiero 11 marca w gdyńskim "Blues Club", na co dzień warto szukać w poznańskich klubach.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów