>>
Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem Na współczesnej londyńskiej ulicy pojawia się przedziwny, monstrualny wóz konny, który rozkłada się w scenę, a na niej stają kolejno chłopak ze skrzydełkami u sandałów - przedstawiający się jako Merkury, posłaniec bogów - starzec z długą brodą - udający lewitację na podstawce z przezroczystego plastiku - karzeł przebrany za przedziwne zwierzę i piękna dziewczyna strzegąca lustra, wyglądająca jak asystentka magika. Jarmarczne makijaże i styl, nawet sztuczka z przechodzeniem przez lustro wydaje się jarmarczna, bo to nie prawdziwe zwierciadło, tylko dwa kawałki srebrnej folii w ozdobnej ramie. Kto jednak przejdzie przez lustro siwobrodego doktora Parnassusa, doświadcza prawdziwej magii - za sprawą jego umysłu trafia do własnej wyobraźni.
Dla jednych może to być doświadczenie dramatyczne, dla innych oczyszczające. Wybór należy do przechodzącego, ale nie jest łatwy. Doktor Parnassus bowiem ciągle zawiera zakłady z diabłem, jak najbardziej realnym facecikiem w meloniku, z głosem i twarzą Toma Waitsa. Ostatni zakład dotyczy córki Parnassusa Valentiny, która w 16. urodziny ma się stać własnością diabła. By jej nie oddać doktor zawiera kolejny zakład. Wkrótce potem jego trupa natyka się na... trupa. A przynajmniej kogoś, kto na trupa wygląda - zwisa bowiem na bardzo fachowej pętli z londyńskiego mostu. Valentina ratuje wisielca, a ten, nie pamiętając swojej przeszłości, a nawet imienia (a ma na imię Tony), postanawia dołączyć do dziwnego teatru Imaginarium. Zdobywszy zaufanie Parnassusa, oferuje pomoc w uratowaniu Valentiny z rąk diabła. Czy jednak zdoła to zrobić? Co zobaczy po drugiej stronie lustra?
Grający Tony'ego aktor Heath Ledger nie dowiedział się, co jest po drugiej stronie lustra. Zmarł w trakcie zdjęć, po przedawkowaniu leków. Wydawało się, że losy filmu są przesądzone, ale wtedy córka Terry'ego Gilliama wpadła na pomysł, by Tony'ego po drugiej stronie lustra grali trzej różni aktorzy - Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell. Jaki jest tego efekt? Na pewno nieco chaotyczny i zaskakująco (jak na film Terry'ego Gilliama) liryczny.
Członek legendarnej grupy Monty Pythona, autor surrealistycznych ilustracji do programów, a potem reżyser m.in. "Brazil", "Fisher Kinga", "12 małp" i "Las Vegas Parano", raczej nie był znany z lirycznego tonu. Przeciwnie, filmy Gilliama znane były z mniejszej lub większej dawki szaleństwa, surrealizmu właśnie, prześmiewczego podejścia do poważnych tematów i do bohaterów, charakterystycznego wizualnego stylu. Ta mieszanka w "Parnassusie" jest zachowana. Gilliam sam jest trochę Parnassusem - zabiera nas w świat swojej wyobraźni. Opowiada o miłości, ale trochę z niej kpi. Opowiada o walce dobra ze złem w duszy każdego człowieka, ale przedstawia to surrealistycznie. Wyśmiewa współczesny świat konsumpcji i pozy, ale wyśmiewa też rozmaite mistycyzmy. I dodaje do tego bardzo montypythonowskie w stylu animacje. Co pozostaje z tego chaosu? We mnie przede wszystkim hołd złożony pamięci Heatha Ledgera, jednego z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia, który genialnie zagrał kochającego ponad śmierć kowboja-geja w "Tajemnicy Brokeback Mountain", a za rolę szalonego Jokera w "Mrocznym rycerzu" pośmiertnie dostał Oscara. Żałuję, że już więcej nie zobaczę Ledgera na ekranie. Przepraszam, Panie Gilliam. Wiem, że chciał pan, by z pana filmu zostało coś jeszcze. Ale sam Pan rozpoczął go napisem "Heath Ledger i przyjaciele przedstawiają"...
"Parnassus" ("The Imaginarium of Doctor Parnassus") Wlk. Brytania/Kanada/Francja 2008 reż. Terry Gilliam, wyst. Heath Ledger, Christopher Plummer, Lily Cole, Tom Waits
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl