>>
Co zrobić, gdy psu jest zimno? Po co pani ta książka? - Stwierdziłam, że daje ona szansę powiedzenia czegoś więcej o mojej pracy. Choć przyznaję, nie miałam do niej głębokiego przekonania.
Po wywiadzie rzece czytelnik spodziewa się konkretów, albo z życia, albo z kariery bohatera. A pani tych konkretów unika. Z książki można się bardzo dużo dowiedzieć o moim dzieciństwie, o mojej rodzinie, natomiast nie ma tu szczegółów dotyczących moich związków z mężczyznami. Wymieniam tylko te nazwiska, które są znane i bez mojej niedyskrecji. Uważam że książka to nie magiel. I tak mówi ona o mnie więcej, niż powiedziałam do tej pory, i to już jest jakiś powód, żeby ją wydać.
W części poświęconej pracy jest bardzo ciekawy wątek dotyczący wycofania pani nazwiska z filmu "Randka w ciemno", ale nawet nazwiska producenta pani nie podaje... Ten film wchodzi wkrótce na ekrany, mogłabym oczywiście opowiedzieć kilka sensacyjnych szczegółów, ale uznałam, że już wycofanie mojego nazwiska stawia film w trudnej sytuacji. Niezależnie od tego, jakie były między nami konflikty, nie kopie się leżącego.
Aż prosi się o przykład także tam, gdzie opowiada pani, jak jako producentka i scenarzystka karze aktora za brak lojalności. To jest raczej książka dla osób, które oglądają moje seriale, i one się być może domyślą, o kogo chodzi. Zdarzało się, że po ostrym konflikcie z aktorką ona posypywała głowę popiołem, a ja przywracałam ją do serialu. A jaki jest sens wymieniać jej nazwisko poza tym, żeby sprzedało się 500 egzemplarzy książki więcej? Ja jestem surowym szefem, ale nie jestem plotkarą.
Jest jednak taka znana sytuacja, z panią Perepeczko... Sprawa jest stara i błaha. Pani Agnieszka, jak sądzę, wyznaje zasadę "nieważne, co mówią, ważne, żeby po nazwisku", a jest w tej chwili coraz mniej obecna w mediach, więc tym bardziej nie widzę powodu, żeby to zmieniać, dawać jej okazję do odpowiedzi, przedrukowania tego na Pudelku i robienia jej kolejnej reklamy.
Pracę scenarzysty odarła pani w swojej książce z całej romantycznej otoczki... Myśli pani, że ktoś siedzi i spływa na niego natchnienie? Na mnie nie spływa.
A czuje pani jakąś misję, pisząc scenariusze dla milionów? W pani serialach wiele było o chorobach, a co z różnymi zjawiskami społecznymi? Ciężko byłoby znaleźć temat, którego nie poruszałam. W "Klanie" było in vitro i adopcja dziecka z zespołem Downa, jest adopcja i geje w "Barwach szczęścia"...
A równouprawnienie? Nie ma równouprawnienia, bo jesteśmy różni. Gdyby było równouprawnienie, mężczyźni mogliby rodzić dzieci.
No to pokazywanie bardziej partnerskiego modelu rodziny? Na Kongresie Kobiet Polskich zarzucano pani, że tego nie robi. Jak feministka będzie szukała, to znajdzie w moich serialach kobietę, która ma silną osobowość, nie zajmuje się domem, decyduje o swojej prokreacji. Jeśli ktoś będzie chciał udowodnić, że moje seriale są katolickie i zaściankowe, to znajdzie parę, która będzie czekała ze współżyciem do ślubu. Ja już tyle postaci wymyśliłam, tyle wątków, że można nimi zilustrować dowolną tezą społeczną.