>>
Co zrobić, gdy psu jest zimno? Marek Żydowicz, szef festiwalu Camerimage, razem z kilkudziesięcioma studentami będzie protestować przynajmniej do wtorku, kiedy w Warszawie ma się spotkać z ministrem kultury. Co powie Bogdan Zdrojewski? Na razie wielką inwestycję zablokowali łódzcy radni PO i SLD. Centrum warte 500 mln zł miało być w połowie finansowane z kasy miejskiej, w połowie ze środków unijnych. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki dał jego pomysłodawcom zielone światło, ale niechętni mu radni przegłosowali poprawkę, która uzależniła budowę centrum od wsparcia projektu środkami unijnymi z ministerstwa kultury. Ministerstwo nie wyłoży ich jednak bez projektu, który z kolei nie powstanie bez miejskich pieniędzy. Nieoficjalnie mówi się, że przeciwnicy prezydenta chcą odwlec decyzję o budowie centrum, by podjął ją nie Kropiwnicki, ale jego następca.
Według Marka Żydowicza takie zwlekanie może oznaczać, że centrum nigdy w Łodzi nie powstanie. Od środy przeciwnicy strajkujących robią wszystko, by zniechęcić ich do protestu. Był już fałszywy alarm bombowy i prowokacja młodych działaczy PO, którzy przyszli do strajkujących, podając się za zwolenników festiwalu. - Kiedy chwycili mikrofon, zaczęli namawiać studentów do opuszczenia sali. Mówili, że zostali oni wmanewrowani w rozgrywki polityczne. Przynieśli ze sobą dwie torby znaczków referendalnych namawiających do odwołania Kropiwnickiego - relacjonuje Żydowicz.
Co na to Frank Gehry? - Mówi, że uczy się polskiej polityki - opowiada szef Camerimage. - Twierdzi, że to dla niego doświadczenie egzotyczne i niezrozumiałe.
W środę łódzcy radni będą debatować o rządach prezydenta Kropiwnickiego, potem po raz kolejny zajmą się sprawą budowy centrum.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl