Jako jedni z pierwszych deklaracje o nienaruszalności terytorialnej Gruzji złożyli dyplomaci USA. Wycofania rosyjskich wojsk zażądała w Waszyngtonie amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice. W podobnym tonie wypowiadali się dyplomaci z Ukrainy.
Rada Bezpieczeństwa ONZ wyraziła z początku zaniepokojenie sytuacją w Osetii (uchwałę zablokowało weto Rosji). Podobnie UE i OBWE. Sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer wezwał do natychmiastowego zakończenia walk w Południowej Osetii.
Z pierwszym kategorycznym oświadczeniem wystąpił w piątek litewski MSZ. W ślad za ukraińskim dyplomatą do Gruzji poleciał szef litewskiej dyplomacji Petras Vaitiekunas. W sobotę prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii potępili we wspólnej deklaracji "działania rosyjskich sił zbrojnych wymierzone przeciwko suwerennemu i niepodległemu państwu gruzińskiemu". Prezydent Lech Kaczyński oświadczył: - Obecnie twarz imperium rosyjskiego jest dla naszego kraju niezwykle złowroga. Dziś Gruzja, jutro Ukraina i wrócimy do sytuacji, którą mieliśmy przez dziesiątki lat - ostrzegał.
Kategorycznością wypowiedzi przebił go tylko szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt. - Mamy powody, by przypomnieć, że pół wieku temu Hitler używał tej samej doktryny, by podkopać i zaatakować znaczące obszary Europy Środkowej - stwierdził. Z inicjatywy szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego w tym tygodniu wojną w Gruzji ma zająć się Unia Europejska.
---
Czekamy na Wasze opinie: metro@agora.pl