Czy zamachy w Bombaju można porównać do tych z 11 września w Nowym Jorku i późniejszych z Madrytu i Londynu?
To na pewno jeden z najbardziej spektakularnych ataków ostatnich lat. Choć w kwestii liczby ofiar nie odbiega on od lipcowego zamachu w Indiach, kiedy terroryści zaatakowali pociąg. Ten zamach, a w zasadzie zamachy były zorganizowane tak, by przyciągnąć uwagę całego świata.
Czy terroryści (Mudżahedini Dekanu) mogą mieć jakieś związki z al Kaidą?
To jakaś nowa organizacja, o której niewiele wiadomo. Sposób, w jaki przeprowadzili zamachy, może jednak wskazywać, że ich związki z al Kaidą są bardzo silne. Po pierwsze, podobnie jak al Kaida wybrali miejsca, które nazywa się miękkimi celami. Chodzi o hotele, dworce, czyli takie miejsca, w których zawsze jest pełno ludzi, trudno je zabezpieczyć, a więc łatwiej zaatakować. Na powiązania z organizacją ben Ladena wskazuje też dokonanie kilku zamachów w tym samym czasie. Poza tym zamachowcy nawet nie ukrywali, że polowali na białych, głównie Amerykanów i Europejczyków. Novum w tych zamachach to tym razem wybuchy bombowe, zatrzymanie zakładników i masowe strzelanie do przypadkowych ludzi. Wszystko po to, by spotęgować zamieszanie.
Dlaczego więc terroryści nie wybrali za cel ataku USA lub Europy, tylko Indie?
Azja Środkowa i Indie to w tej chwili dla fundamentalistów jeden z głównych celów. Indie choćby dlatego, że są sojusznikiem Zachodu, a jednocześnie nie są tak dobrze zabezpieczone jak USA i Europa. Tu łatwiej o skuteczny atak. Nie zdziwiłbym się, gdyby dla spotęgowania wrażenia terroryści zaatakowali jeszcze raz gdzieś w Azji.
A w Europie?
Al Kaida nie jest już silna jak kilka lat temu. Atak podobny do tych z Madrytu czy Londynu nie powinien się zdarzyć w ciągu najbliższych kilku lat.
Źródło: Dziennik Metro