Polska bombka ofiarą kryzysuCzy będziemy pracować 65 godzin tygodniowo? Pomysł ten bardzo podoba się pracodawcom, dużo mniej związkowcom. Decyzję podejmie już dziś Parlament Europejski.
O nowelizacji dyrektywy zmieniającej czas pracy z 48 do 65 godzin tygodniowo w poniedziałek dyskutowali eurodeputowani. Głosowanie - w środę. Posłowie mogą zgodzić się na rozwiązania przyjęte już przez Radę Europejską, czyli rządy państw UE. Przewidują one m.in., że czas pracy będzie można za zgodą pracownika wydłużać do 65 godzin tygodniowo. Dodatkowo rządy ustaliły, że dyżury np. lekarskie będą dzielone na część aktywną i nieaktywną, i tylko ta pierwsza będzie płatna.
Takie rozwiązanie oburza lekarzy z całej Europy, również w Polsce. Medycy obawiają się, że nie dość, że będą pracować dłużej, to za mniejsze pieniądze. Dlatego przeciwko nowelizacji dyrektywy protestowali w poniedziałek w Strasburgu, wysłali również do eurodeputowanych list.
- Przede wszystkim nie da się policzyć tego, kiedy lekarz pracuje aktywnie, a kiedy nieaktywnie. Bo czy kiedy myśli o pacjencie, jakie leczenie w jego przypadku zastosować, jakie podać leki, to powinno mu się za to płacić, czy nie? - zastanawia się Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. - Już kiedyś rząd PiS-u chciał liczyć lekarzom czas, kiedy faktycznie pracują, ale szybko wycofał się z tego pomysłu, bo po prostu nie da się go wprowadzić w życie - przypomina.
Pomysłu wydłużenia czasu pracy nie akceptuje również NSZZ "Solidarność".
- Po pierwsze, w tej chwili mamy zupełnie odwrotny problem. Pracodawcy mają mniej zamówień i albo ludzi zwalniają, albo proponują im przejście z całego na pół etatu - mówi Jerzy Langer, wiceszef "S". - A po drugie, to wydłużenie tygodnia pracy do 65 godzin może negatywnie wpłynąć na kondycję pracownika - dodaje.
Nowelizację dyrektywy popierają natomiast przedsiębiorcy. Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" zwraca uwagę na to, że takie elastyczne podejście do czasu pracy może pomóc firmom w zdobywaniu nowych kontraktów. - Musimy pamiętać, że firmy raz mają bardzo duże zamówienie i muszą zwiększyć produkcję, innym razem zwalniają tempo, bo kontrahentów jest mniej. Nowelizacja dyrektywy o czasie pracy z pewnością ułatwiłaby przedsiębiorcom życie - nie ma wątpliwości Jeremi Mordasewicz. - A związki zawodowe w każdym zakładzie mogłyby przecież kontrolować, czy dodatkowe godziny przepracowane przez pracowników w jednym tygodniu w innym zostały im oddane - dodaje.
Dzisiaj trudno jednak przewidzieć, czy parlament poprze rozwiązanie przyjęte przez rządy krajów unijnych, czyli wydłużenie czasu pracy. Komisja zatrudnienia i spraw socjalnych rekomenduje bowiem odrzucenie tych rozwiązań. W zamian proponuje, by obowiązywał maksymalnie 48-godzinny tydzień pracy, ale okres rozliczeniowy wynosił rok (obecnie trzy miesiące), tak by pracodawcy np. w fabrykach mogli dostosowywać czas pracy do tego, ile mają zamówień. Inni posłowie, m.in. część liberałów, zwracają jednak uwagę, że szczególnie w czasach kryzysu gospodarczego nie można ograniczać ludziom czasu pracy, jeśli faktycznie chcą pracować.
Podziel się swoją opinią: metro@agora.pl