http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wirtuozi z kościoła

Jacek Krajl
2011-11-07, ostatnia aktualizacja 2011-11-07 15:03

Żeby być organistą, trzeba mieć powołanie. Bo jak inaczej wytłumaczyć życie poniżej minimalnej krajowej pensji i pracę bez umowy, za to ze znajomością chorału gregoriańskiego i budowy XV-wiecznych organów

Jacek Kulig, organista olsztyńskiej katedry
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Jacek Kulig, organista olsztyńskiej katedry
Są orkiestrą w jednej osobie, wiedzą, co z muzyki poważnej wybrać na chrzciny, co na pogrzeb. Do tego często dochodzi znajomość budowy organów, prowadzenie chóru lub scholi. - Od instrumentu nie ma świąt i wakacji. Przygotowania do koncertów, opraw uroczystych liturgii wymagają ćwiczeń po kilka godzin dziennie - mówi Marek Stefański, organista wirtuoz i od 1996 r. organista Bazyliki Mariackiej w Krakowie.

Debiut w XV-wiecznym zabytku

Sam zaczynał od nauki gry na fortepianie w dzieciństwie. - Organami zafascynowałem się nagle. Zachwyciła mnie konstrukcja i brzmienie słynnych barokowych organów bazyliki w Leżajsku. Potem była średnia szkoła muzyczna, już w klasie organów, i studia w tym kierunku - opowiada.

Pan Ryszard, 55-letni organista z parafii w Sątopach-Samulewie w województwie warmińsko-mazurskim, muzykę organową miał we krwi. - Tata grał na akordeonie i organach, pradziadek był organmistrzem. Zaczęło się od oszczędzania pieniędzy na prosty syntezator. Po kilkunastu latach zwolniło się w parafii miejsce dla organisty i zaliczyłem trudny debiut. W XIV-wiecznym kościele, przy zabytkowych organach. Dopiero na końcu był Wydział Muzykologii w Instytucie Kultury Chrześcijańskiej, bo organista trochę teorii jednak potrzebuje - śmieje się.

Od wirtuoza do wodzireja

- Musimy znać choćby prastary chorał gregoriański, akompaniament chóralny, improwizację organową. Przydaje się też znajomość języków obcych, bo kościół odwiedzają chóry z zagranicy - opisuje obowiązki organisty kościoła Mariackiego Marek Stefański. - Mapa diecezji, w których organista powinien mieć dyplom uczelni muzycznej, pokrywa się z mapą akademii. To Kraków, Poznań, Łódź czy Warszawa. Tam jest też największa konkurencja, więc młodzi po studiach często wracają do domu grać w mniejszych parafiach - dodaje.

Zdarza się jednak, że do ślubu gra ktoś, kto w kościele tylko dorabia. - Mój kolega ma zespół, gra na weselach. O uroczystościach kościelnych nie ma pojęcia, po prostu przygrywa na keyboardzie. Zlecenia biorą w całym województwie - mówi pan Ryszard.

- Kiedyś było inaczej. Przy katedrach i kolegiatach działały profesjonalne zespoły, dyrygenci i kompozytorzy. Teraz często młody i zdolny człowiek nie jest potrzebny Kościołowi, a ten przestał być mecenasem sztuki - ocenia Stefański.

Lepiej w mieście niż na wsi

Niezależnie od ilości godzin spędzonych w kościele, organista rzadko może liczyć na formalne zatrudnienie. - Czasem diecezje tworzą regulaminy pracy. Organista gra na określonej liczbie uroczystości za konkretną stawkę. Ale zwykle proboszczowie zatrudniają na czarno. Jak dotąd słyszałem tylko o jednym organiście z małej parafii, który pracuje na umowę o dzieło - mówi pan Ryszard. - Nie wszystkim zresztą na formalizowaniu zależy. Emeryci czy nauczyciele muzyki grą w kościele dorabiają - tłumaczy.

Inaczej jest w większych parafiach, na kilka tysięcy wiernych. Tu oprócz umowy często można liczyć na mieszkanie i możliwość stołowania się na plebanii. - Parafia Mariacka, centralna w Krakowie, zatrudnia na etat dwóch organistów. Umowa jasno precyzuje pensję i obowiązki - mówi Stefański.

Ile można zarobić?

Grając w Bazylice Mariackiej, wirtuoz zarabia "przyzwoicie", ale konkretów nie podaje. Mówi, że praca to dla niego przede wszystkim przyjemność.

W małych parafiach nie ma gwarancji stałych dochodów. Zarabia się w zależności od okazji. - Za ślub 100-250 zł na rękę, za pogrzeb co łaska - zdradza anonimowo organista z Olsztyna. Trudno jednak mówić o sezonie w pracy kościelnego muzyka. - W tym roku więcej zleceń niż latem miałem wczesną wiosną. Średnio w miesiącu wypadają dwa, trzy śluby czy pogrzeby. Ale nawet jak jest więcej, to zdarza się, że ludzie nie płacą albo co łaska dają 10 zł - wzdycha pan Ryszard.

- W małych ośrodkach organiści często chwytają się dodatkowych zajęć. Prowadzą kancelarię, są kościelnymi. Spotkałem się z przypadkiem, że organista był dzwonnikiem, a nawet grabarzem. Na wsiach roznoszą opłatki i to bywa ich jedyny dochód za cały rok pracy w kościele - opisuje Stefański. To jednorazowa wypłata w postaci 3-4 tys. zł.

Co ciekawe, niewiele ślubów i pogrzebów jest na nowych osiedlach w dużych miastach. Mieszkania kupują tam głównie młode małżeństwa, więc muzycy mogą liczyć co najwyżej na chrzciny.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów