http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Praca dziesięć godzin na śniegu

Monika Rosmanowska
2011-12-05, ostatnia aktualizacja 2011-12-05 00:08

Robią to, co lubią, często wyjeżdżają i imprezują - to dość powszechny obraz instruktora narciarstwa. Niepełny. Bo to też odpowiedzialność, wyzwanie i tylko chwilowe bezpieczeństwo finansowe. Żeby zarobić na cały rok muszą się nieźle napocić

Narty na Kasprowym Wierchu
Fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta
Narty na Kasprowym Wierchu
ZOBACZ TAKŻE
26-letnia Karolina Kalisiak z Warszawy, studentka V roku turystyki i rekreacji na stołecznej Akademii Wychowania Fizycznego, uczy jeździć od 6 lat. Narty to jej pasja. Jako czterolatka zaczynała od nart klasycznych, potem był snowboard, ostatecznie jeździ na carvingach. W jej ślady poszedł brat, 23-letni Konrad Żuk. Uczy jeździć od roku, sam też zaczynał jako czterolatek.

Pracują na stoku w Polsce lub za granicą przez kilka-kilkanaście godzin dziennie. W szkole narciarskiej zwykle w weekendy, w czasie ferii codziennie albo przez tydzień, podczas zorganizowanego wyjazdu z grupą. Do wyszkolenia mają wtedy 5-7 osób, dobranych ze względu na wiek i stopień zaawansowania. - Zaczynamy koło ósmej-dziewiątej, jak uruchamiane są wyciągi. Co godzinę zajęcia indywidualne lub dwu-czterogodzinne z grupą. Omawiam ćwiczenia krok po kroku, potem pokazuję je podczas zjazdu. Wszystkie łączymy pod koniec lekcji - opowiada Konrad. Obserwuje kursantów ze stoku albo jeździ za każdym i podpowiada, co robić. I tak do szesnastej. Przerwa na obiad i - jeśli stok jest oświetlony - znów jazda do 21-22. Czas na naukę wykorzystuje nawet wieczorem w luźnej atmosferze. - Często nagrywam zjazdy. W hotelu je oglądamy i analizujemy błędy - mówi. - Z kursantami spędzamy kilka godzin dziennie na stoku, nocujemy w tym samym hotelu, naturalne, że spędzamy wspólnie wolny czas. Kiedy po powrocie pokazuję zdjęcia z takich wieczorów, znajomi mówią: ale ci dobrze, imprezujesz i jeszcze ci za to płacą. Nie rozumieją, że cały czas pracuję, tylko specyfika tego zawodu jest inna - śmieje się Karolina.

W zimie uczę narciarstwa, w lecie - fitnessu

Instruktor narciarstwa ma co robić od grudnia do kwietnia. Żeby zarobić na pozostałą część roku, musi się napocić, bywa, że dosłownie. - Dochody trudno dokładnie oszacować. Wszystko zależy od biura, z którym się współpracuje [zdarza się, że to kilka biur naraz - red.] - mówi Karolina. Instruktor może mieć opłacony dojazd, zakwaterowanie i wyżywienie, ale bywa, że organizuje to sam. - Możemy przyjąć, że za 9-dniowy wyjazd zagraniczny (6 dni na stoku plus dojazd) instruktor zarabia średnio 700-1200 zł netto. W Polsce za tygodniowy turnus od 500 do 1000 zł - precyzuje Konrad. Za indywidualną lekcję w szkole narciarskiej dostanie 30-35 zł. Za dwie osoby już 40-45 zł. - Instruktorami zwykle są ludzie młodzi, często studenci. Bez stałej pracy, rodziny i zobowiązań. 30-40-latkowie to już zwykle trenerzy, którzy są na miejscu, mieszkają w pobliżu stoków - mówi Konrad. W tym sezonie podpisał z biurem podróży kontrakt na cztery kilkudniowe turnusy do Francji. Karolina jedzie do Włoch. Gdy tekst trafi do rąk czytelników, będzie już w Livigno. To jeden z jej ośmiu wyjazdów przewidzianych na ten sezon.

Pensja wzrasta, gdy instruktor bierze na siebie dodatkowe obowiązki. - Czuwam nad uczestnikami wyjazdu podczas podróży, opiekuję się nimi na miejscu, odpowiadam za zakwaterowanie, czas wolny, rozwiązuję bieżące problemy. Biura podróży coraz chętniej zatrudniają takie osoby - mówi Karolina. Rezydent, pilot i instruktor w jednej osobie może zarobić nawet do 2300 zł netto za turnus. - Nawet przy dużej liczbie wyjazdów nie są to pieniądze, które pozwalają utrzymać się przez cały rok. Po sezonie narciarskim prowadzę inne zajęcia: fitness, nordic walking. Znajomi instruktorzy są pilotami i rezydentami - wylicza Karolina. - Znam takich, którzy zimą uczą narciarstwa, a latem sportów wodnych. Ale to jest życie na walizkach, trudno byłoby mi się na coś takiego zdecydować. Teraz studiuję i dorabiam tym, co lubię, ale kiedyś podejmę stałą pracę i zrezygnuję z instruktażu - zapowiada Konrad.

Uśmiechnięty psycholog, troskliwa ciocia

Co powinno cechować instruktora? - Na pewno musi mieć silne nerwy, szybko i sprawnie reagować na nieprzewidziane sytuacje czy wypadki, o które na stoku nietrudno.- wylicza Karolina. - No i mieć dobry kontakt z ludźmi i sporo cierpliwości. Początkujący kursanci często szybko tracą entuzjazm. Jedna wywrotka i stwierdzają, że to nie dla nich. Więc zachęcamy, motywujemy - dodaje. Zdarza się, że wysiłek i zmęczenie rodzą w uczniach frustrację i agresję. Instruktor jest wtedy na pierwszej linii. - Muszę być kimś na kształt psychologa. Do każdego podchodzić indywidualnie i co najważniejsze - zawsze z uśmiechem - zwraca uwagę Karolina.

Gdy instruktor pod opiekę dostanie kilkuletnie maluchy, przejmuje nawet obowiązki rodzica. - Trzeba wytrzeć nos, pomóc z toaletą. Niektórzy koledzy mają z tym problem - przyznaje Karolina. Ale nauka tych kursantów przynosi mnóstwo satysfakcji. - Miałam kiedyś grupę czterech 3-latków. Trzech stanęło na narty, a jeden chłopczyk przez cały czas zjeżdżał na mojej narcie uczepiony mojego uda. Byłam pewna, że już się nie nauczy, nie tym razem. Ostatniego dnia zorganizowałam zawody - slalom. I ten mały mówi do mnie: ciociu, startuję sam. Jak przejechał, miałam łzy w oczach, jego rodzice też - opowiada.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy