http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Certfikat nasz pan? Niekoniecznie!

Jolanta Nowak
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 13:09

Certyfikaty ze szkoleń dobrze wyglądają w CV. Ale nie warto tracić pieniędzy i stawiać na ilość. Liczy się dopasowanie certyfikatu do branży, w której pracujemy



- Mimo niezbyt ciekawego czasu na rynku pracy udało mi się jesienią zmienić pracę. Na rozmowie kwalifikacyjnej nikt nie pytał, czy posiadam certyfikaty ze szkoleń, tylko jakie mam doświadczenie. Praktyka w moim zawodzie jest najważniejsza - mówi Bartłomiej Chmiel, który pracuje w reklamie internetowej. - Mimo to zamierzam zdobywać certyfikaty, bo dobrze wyglądają w CV. Najważniejszy w reklamie w wyszukiwarkach internetowych jest certyfikat Google AdWords, a w obsłudze analitycznej certyfikat Google Analytics - dodaje.

O tym, że trzeba się szkolić, wie najlepiej Aleksandra Wierbiłowicz-Bielecka, specjalista ds. personalnych Work Express, która pomaga wrócić na rynek zwolnionym pracownikom LOT. - Większość z nich od zawsze pracowała w tej firmie. Teraz powinni tworzyć CV kompetencyjne - takie, w którym kłaść będą nacisk nie na swoją ścieżkę zawodową, ale na nabyte umiejętności, doświadczenia i zadania, które skutecznie realizowali w pracy. Jest to tzw. CV typu skill.



Z własnej czy szefa kieszeni?

Oprócz certyfikatów specjalistycznych pracodawcy patrzą na papiery potwierdzające znajomość komputera i języka. Ale uwaga! Wyłączając branżę IT, zazwyczaj od kandydatów nie oczekuje się certyfikatów znajomości konkretnego oprogramowania. Nie warto wyrzucać na nie pieniędzy, zwłaszcza że ich zdobycie jest bardzo kosztowne. - Zdarza się, że pracodawca oczekuje znajomości konkretnej aplikacji, np. systemu SAP. Stosunkowo trudno zdobyć doświadczenie w tym oprogramowaniu, jeśli nie ma się do niego dostępu w pracy, a koszty szkolenia są wysokie. W sytuacjach, w których kandydat ma ciekawe doświadczenie lub wykształcenie, pracodawca decyduje się na przeszkolenie takiej osoby na własną rękę - mówi Piotr Jakubowski z firmy Hudson, zajmującej się doradztwem personalnym. Do pracy na niektórych stanowiskach znajomość pewnych programów jest jednak niezbędna - jak choćby program Płatnik dla osób zajmujących się kadrami.

- Inaczej jest z certyfikatami językowymi, te są mile widziane. I niestety, często trzeba płacić za nie z własnej kieszeni. Rynkowym minimum jest FCE, a jeśli kandydat myśli o karierze biznesowej - egzamin BEC. - Podstawową różnicą pomiędzy językiem standardowym a biznesowym jest terminologia fachowa - wyjaśnia Tatiana Saternus, dyrektor metodyczny ze Szkoły Języków Obcych Profi-Lingua. W ramach nauki języka obcego w biznesie rozwijamy słownictwo z takich dziedzin, jak finanse, marketing, reklama czy zarządzanie. Certyfikat biznesowy wymagany jest w zachodnich firmach działających w Polsce, zwłaszcza tych o profilu konsultingowym, w bankach oraz instytucjach finansowych.



Papier za puszkę farby

Jeżeli szef nie chce przeszkolić lub jeżeli nie mamy pieniędzy, pozostaje np. transakcja wymienna. - Prowadzimy bezpłatne szkolenia dla malarzy, architektów oraz uczniów i nauczycieli szkół budowlanych, zakończone egzaminem i przypieczętowane certyfikatem. Ale potem fachowcy używają materiałów naszej firmy do prac remontowo-budowlanych. Uczymy m.in. wykonywania niepowtarzalnych efektów dekoracyjnych, modelowania wnętrz za pomocą kolorów, naprawy i konserwacji elewacji - mówi Jarosław Domowicz z Akademii Technik Malarskich.

Bezpłatnie szkoli też Unia Europejska. Z jej pomocą można zdobyć certyfikat językowy uprawniający do wykonywania zawodu albo potwierdzający znajomość programów komputerowych. Co ważne, z bezpłatnych szkoleń mogą skorzystać zarówno osoby pracujące, jak i bezrobotni.

Źródło: Dziennik Metro
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów