PW-Sat ma kształt kostki o boku 10 cm i masę jednego kilograma. Stworzyli go studenci Politechniki Warszawskiej we współpracy z Centrum Badań Kosmicznych PAN. Start planowany jest na 13 lutego między godz. 11 a 13 czasu polskiego. Vega - rakieta Europejskiej Agencji Kosmicznej, która wyniesie PW-Sata na orbitę - czeka na start w kosmodromie w Gujanie Francuskiej w Ameryce Południowej. PW-Sat będzie testował autorski pomysł polskich studentów i naukowców na walkę z kosmicznymi śmieciami.
We wrześniu na orbitę ma trafić "Lem" - pierwszy polski satelita naukowy, badający procesy zachodzące we wnętrzu gwiazd. 14 mln zł na jego budowę, wystrzelenie i eksploatację wyłożyło Ministerstwo Nauki.
Żeby śmieć szybciej spadł Z Maciejem Urbanowiczem, studentem V roku Politechniki Warszawskiej na wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa, który koordynuje projekt PW-Sat, rozmawia Michał Stangret Mogliście wymyślić satelitę, który transmitowałby do internetu piękne obrazy dalekich galaktyk. Tymczasem pierwszy polski projekt kosmiczny będzie walczył ze śmieciami. Dlaczego? - Na orbitach dryfują tysiące nieużywanych satelitów, głównie komercyjnych. Przeciętny funkcjonuje 10 lat, potem jest wyłączany, ale zanim opadnie z orbity i spali się w atmosferze, mija 90 lat. Przez ten czas jest zagrożeniem dla czynnych satelitów, które mogą się z nim zderzyć.
To takie niebezpieczne? - Ojcu jadącemu z rodziną na wakacje może co najwyżej urwać się nawigacja satelitarna w aucie. Ale co z samolotami czy statkami, które powszechnie korzystają z nawigacji satelitarnej? Zderzenie grozi komunikacyjnym chaosem. Może spowodować też problemy w walce z powodziami (dzięki danym z satelitów podejmowane są decyzje, które wały przerwać), albo katastrofy energetyczne (satelity ostrzegają przed zbliżaniem się fal promieniowania słonecznego, które może zniszczyć sieci).
Jak wasz satelita ma temu zapobiegać? - Na orbicie z satelity wysuwałby się specjalny ogon, metrowej długości, który zwiększałby powierzchnię urządzenia. Dzięki wzrostowi tarcia
maszyna zbliży się do atmosfery 4-5 razy szybciej, w niecałe 20 lat. To na razie przypuszczenia, które chcemy zweryfikować. Miesiąc po wystrzeleniu otworzymy ogon, jeżeli satelita spadnie po roku, to znaczy, że ogon spełnił swoją rolę. PW-Sat będzie wystrzelony na odpowiednio niższą orbitę, by nie czekać długo na weryfikację hipotezy.
Nikt na świecie nie wpadł wcześniej na ten pomysł? - Były pomysły z otwieraniem balona, parasola, ale nie spełniły oczekiwań. Ten metrowy ogon udało nam się zmieścić w wyjątkowo lekkim 3-centymetrowym pojemniczku.
Czemu wielkość jest taka ważna? - Bo koszt wystrzelenia czegokolwiek w kosmos mierzy się wagą. By umieścić 1 kg urządzeń na wyższej orbicie, trzeba wydać ok. 150 tys. dol. Przy przeciętnym sprzęcie o wadze 100 kg koszty idą więc w miliony.
Wasz satelita waży ok. 1 kg. Kto za to zapłaci? - Europejska Agencja Kosmiczna zrobi to dla nas za darmo. Kilka lat temu ogłosiła konkurs dla europejskich uczelni z taką ofertą. Nasz projekt został wybrany razem z siedmioma innymi, m.in. z Francji, Hiszpanii, czy Włoch. Na stworzenie satelity - niektóre części robiliśmy sami, inne trzeba było zakupić z zagranicy -
Politechnika Warszawska wydała od 2004 r. około pół miliona złotych. Dzięki programowi wykształciło się kilkadziesiąt osób. Jeśli nasze hipotezy się potwierdzą - nasze rozwiązania będzie mógł kupić przemysł kosmiczny.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl