Wolność w sieci to tylko wycinek działalności fundacji. Ale według obiegowej opinii miała ona duży udział w tym, że młodzi zbuntowali się przeciwko złemu prawu i rządowi i wyszli na ulice.
Fundację Panoptykon założyły w 2009 r. koleżanki ze studiów: Katarzyna Szymielewicz i Małgorzata Szumańska. Zanim dorobiły się siedziby, grantów i zespołu, spotykały się w "Sklepie z kanapkami" na Krakowskim Przedmieściu. Postanowiły, że będą walczyć z wykorzystywaniem nowoczesnych technologii do kontrolowania ludzi. Z powszechnym monitoringiem, zbieraniem danych, tworzeniem kolejnych baz.
Lekcję dostały w
Warszawie. Walczyły z urzędnikami przeciwko spersonalizowanym kartom miejskim. Po co ZTM zbiera numery PESEL pasażerów, skoro chcą oni tylko kupić bilet? - pytały. Zrobiło się głośno. Dziewczyny szły jak burza, występowały na sesjach rady miasta, przekonywały radnych. Ale urzędnicy ukręcili sprawie łeb. A one się przekonały, że nie wystarczy być dobrze przygotowanym i mieć argumenty, aby wygrać.
Siedziba Panoptykonu mieści się na czwartym piętrze starego budynku na warszawskiej Woli. Niełatwo ją znaleźć. Cały korytarz zajmuje Warszawska Szkoła Artystyczna. Zanim trafi się do fundacji, mija się przeszklone sale zagracone sztalugami, powykręcanymi instalacjami i figurami. Ciemnoszare ściany obwieszone są obrazami. Fundacja zajmuje dwa ciasne pokoiki. W pierwszym cztery zestawione biurka i wciśnięty obok szafy wieszak na kurtki. W drugim, prócz biurka, zmieściła się czerwona kanapa, czarna kwadratowa pufa i stolik kawowy.
Na ścianie poobwieszana karteczkami korkowa tablica i plakat z warsztatów.
Wrażenie robi widok z okien. Przedwojenne kamienice z czerwonej cegły wciśnięte między okropne biurowce. Fundacja szuka nowej siedziby, bo budynek sprzedano. *
Akta przeciwniczek ACTA. Prawniczki i afrykanistki, pracują od rana do wieczora, raczej nie używają internetu do rozrywkiKatarzyna Szymielewicz, 30 lat Filigranowa brunetka, mówi z szybkością karabinu maszynowego, patrząc rozmówcy prosto w oczy.
Wykształcenie: prawo na UW, Development Studies w School of Oriental and African Studies w Londynie.
Czym zajmowała się wcześniej? Do Warszawy przyjechała z Karlina na Pomorzu Zachodnim. Była prawnikiem w międzynarodowej korporacji. - Wszystko, co się zdarzyło w ostatnich czterech latach, wypłynęło z negatywnej motywacji, ale zmieniło się w coś odwrotnego. Nie chciałam zbawiać świata, broniłam się przed depresją. Męczyłam się w Warszawie; nie chciałam dać się upchnąć w wagoniki metra, które zawiezie mnie do pracy, a nocą do domu - opowiada. Stąd wyjazd do Londynu (trafiła do brytyjskiego oddziału firmy, w której pracowała, jednocześnie studiowała teorię rozwoju i społeczeństwa obywatelskiego). Po powrocie szukała pomysłu na zaczepienie się w NGO.
Kim jest w Panoptykonie? Założycielka i szefowa. Pomysł na fundację podsunął jej Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Rzucił hasło "prywatność". Nie od razu poczułam chemię. Myślałam raczej o służbach specjalnych i chronieniu ludzi przed opresją naszego systemu. Stąd wzięła się nasza misja: ochrona praw człowieka w społeczeństwie nadzorowanym - opowiada. Zasiada też w zarządzie Fundacji "Prawo do pomocy" (powołanej przez kancelarię, w której pracowała).
Mentorzy: Adam Bodnar i Wiktor Osiatyński. Do Osiatyńskiego napisała maila - odpisał, umówili się na kawę, zaczęli współpracować.
Pozycja w środowisku: W lutym 2010?r. podczas spotkania wywołanego rządowym pomysłem stworzenia rejestru stron niedozwolonych, reprezentowała przed premierem stanowisko organizacji społecznych. - Zwykle podczas wystąpień publicznych nie czuję tremy. Tam pierwszy raz ją czułam, tekst wystąpienia miałam wyryty na blachę - wspomina.
O politykach: - Sprawy wolności w sieci nie postrzegają jako własnej. Nie ma się co łudzić, że razem z nami będą o nią walczyć. Ale mogą nas poprzeć z przyczyn pragmatycznych - mówi. Zdarzało się jej oddawać nieważny głos w wyborach.
Tempo życia: Pracuje od 9 rano do drugiej w nocy. Jej "prime time" to godziny 22-2, kiedy czyta i pisze (nie lubi tekstów dłuższych niż pięć stron, bo ją nudzą). Leżąc w łóżku włącza internet w telefonie i sprawdza pocztę. Komórki nie wyłącza nigdy.
Rano przygotowuje się w 25-45 minut. Nie je śniadań, nie robi w domu prasówki. Ale już wykonuje pierwsze telefony (np. gdy się maluje) i pisze maile, których nienawidzi. - Maile osaczają mnie i zabierają mi życie - twierdzi. Po Warszawie porusza się rowerem lub taksówkami. W każdej wolnej chwili pisze coś na laptopie, np. pod stołem na nudnych spotkaniach, na lotniskach. Martwi się, że wysiądzie jej od tego kręgosłup.
Czas wolny: Jeszcze w ub.r. znajdowała czas na lekcje tańca (m.in. rytmy afrykańskie, cumbia, samba), teraz czasem na jogę. Nie może zapisać się na żadne stałe zajęcia, dopóki będzie żyć jak teraz. Lubi literaturę iberoamerykańską i teatr absurdu. Kilkoro wypróbowanych przyjaciół (niektórzy jeszcze ze studiów) zaprasza na wydawane przez siebie kolacje. W ostatnie wakacje na 13?dni udało jej się odciąć od maila.
Czy jest zajęta? Tak. Szczęśliwie zakochana, mieszka z partnerem, którego poznała przez Panoptykon.
Internet: Na co dzień to maile i strony branżowe. - Mam w internecie mały pokój, do którego inni wrzucają cenne informacje lub wyławiam je sama, ostrożnie wychylając się przez okno. Inaczej sieć by mnie zjadła.
Małgorzata Szumańska, 30 lat Szczupła szatynka, w okularach z czerwonymi oprawkami. Umie słuchać, ale nakręca się, kiedy opowiada o kolejnych pomysłach fundacji.
Wykształcenie: prawo i socjologia na UW.
Czym zajmowała się wcześniej? Przyjechała z Przemyśla na
studia do Warszawy. Interesowała ją polityka bezpieczeństwa i karania. Jakie skutki społeczne wywołuje, na ile jest racjonalna, na ile wynika z nacisków grup interesu.
Od kiedy w Panoptykonie i co tu robi? Poznały się z Kasią na uczelni. Z dyskusji i ścierania się urodził się pomysł na fundację.
Panoptykon pozwolił jej wyjść na prostą. Była poważnie chora. Miesiące w szpitalu. Później okazało się, że może robić jedną piątą tego, co wcześniej, bo ciało mówi "nie".
- W fundacji nikt nie liczył mi godzin pracy. Miałam słabszy ranek, to pracowałam w nocy. Dodawało mi energii to, że robię coś, co ma sens - mówi.
Kim jest w zespole? Założycielka i wiceprezeska. Na warsztatach z psychologiem dowiedziała się, że jest tzw. "czarnym kapeluszem" - wyłapuje błędy i słabe strony pomysłów. Lubi tworzyć nowe koncepcje (pod prysznicem i w trakcie burzy mózgów z zespołem). Ale potrafi też siedzieć do późna, by znaleźć w tekstach literówki.
Co mówią o niej koleżanki? Wyczuwa nasze nastroje, perfekcjonistka.
Tempo życia: Od czasu ACTA nie ma czasu na nic poza praniem i wyprowadzaniem psa. Rano, w domu, sprawdza maile, robi prasówkę, przygotowuje się do spotkań. Ostatnio zdarza się jej kończyć pracę nawet o 1?w nocy. Do pracy jeździ rowerem (trzy tygodnie temu - choć tego żałuje - przesiadła się do autobusu).
Czas wolny: Narzuca sobie np. "sobota bez Panoptykonu". Ale kiedy spotyka się z Kasią, to zwykle gadają o fundacji. Bardzo chce to zmienić.
Lektury: Ostatnio analizy, branżowe strony, prasa. Tęskni za książkami.
Kino, TV: Nie lubi romansów i seriali. Film musi być dobry i mocny, żeby mogła oderwać się od tego, co przez cały dzień kołacze jej w głowie.
Kino: ostatnio "Szpieg" i "W ciemności". W TV lubi relacje z zawodów siatkarskich lub tenisa.
Polityka: - Nie sprawimy, że system się przekręci o 180 stopni. Ale możemy tupnąć, kopnąć. I chcemy, żeby to tupanie i kopanie było słyszalne.
Internet: używa do pracy, komunikacji i bycia na bieżąco.
Hanna Szymańska, 24 lata Ślązaczko-świętokrzyżanka. Wysoka, szczupła blondynka. Pogodna.
Wykształcenie. Prawo i afrykanistyka na UW, w tym rok studiów w Stambule. Jak mówi: jedno z rozumu, drugie z serca.
Czym zajmowała się wcześniej? Nigdy nie była panią mecenas w kostiumie, szpilkach i ze skórzaną aktówką. Jako wolontariuszka w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zajmowała się oskarżonymi lub skazanymi, którzy utrzymywali, że są niewinni.
Od kiedy w Panoptykonie i co tu robi? Najmłodsza w zespole. Dołączyła w październiku ub.r. Rekrutacja trwała miesiąc: konkurencja była duża. Ale ona jeszcze na studiach badała, jakie są granice prowokacji stosowanej przez służby specjalne, na przykładzie CBA. Pierwsze miesiące w Panoptykonie to ciągłe doszkalanie się i ACTA.
- Nagle zza biurka wylądowałam w
radiu, prasie i telewizji - opowiada. Kiedy zaczęło się zamieszanie wokół dokumentu, była jedną z nielicznych, które go znały. Stała się "ekspertką od ACTA".
Jej rola w zespole: Wciąż ma status "nowej", ale nie boi się żadnego zadania. Czyta kolejne analizy, opinie, wertuje paragrafy. Z kolegą Wojciechem Klickim odpowiada za przygotowywanie projektów opinii, stanowisk prawnych i apeli do władz. Ciągle ma wrażenie, że potrzeba im więcej merytorycznych argumentów.
Dzień życia: Ostatnie tygodnie to
praca od rana do 22, potem szybka kąpiel,
kolacja i sen. A rano od 8 telefony od dziennikarzy.
Czasami uczy studentów jeździć na snowboardzie. Jest koordynatorką sekcji snowboardowej studentów UW.
Lektury: Lubi Marqueza, literaturę iberoamerykańską i rosyjską. Ale muszą zaczekać. Podobnie jak Afryka. - Teraz jest czas prawa, choć kto wie, kiedy nastanie czas afrykanistyki - mówi.
Internet: Nie zagląda do sieci dla przyjemności. W komputerze czasem ogląda filmy. Nie ma telewizora, bo to zjadacz czasu.
Anna Obem, 28 lat Wysoka brunetka, rzeczowa.
Wykształcenie: Afrykanistyka na UW. Rok studiowała w Nigerii.
Czym zajmowała się wcześniej? W międzynarodowym stowarzyszeniu skupiającym innowatorów społecznych Ashoka poszukiwała nowych członków. Miała na oku Kasię. Stało się odwrotnie.
Od kiedy w Panoptykonie i co tu robi? W październiku ub.r. odpowiedziała na ofertę pracy, Panoptykon szukał koordynatora administracyjnego. Miała pracować na pół etatu, została na cały. Jest dyrektorką biura, koordynatorką projektów i kadrową w jednym. Odpowiada za to, by fundacja sprawnie realizowała projekty i zobowiązania wobec grantodawców. Poszukuje też nowych pomysłów na finansowanie.
Jej rola w zespole: To ona studzi emocje, gdy dziewczyny zagalopują się w spontaniczności. Gdy czuje, że sytuacja wymyka się spod kontroli, to ona najczęściej mówi: "Nie zgadzam się, bo nie macie na to czasu".
Co mówią o niej koleżanki? "Multitask", "Wszechogarniająca".
Skąd pochodzi? Warszawianka od pokoleń.
Czy jest zajęta? Tak. Męża, Nigeryjczyka, poznała w Polsce. To piłkarz. Mają dwuletniego syna Benjamina. - Chodzi do przedszkola, więc w pracy mam spokojną głowę.
Tempo pracy: W fundacji od 9.30 do 18. Ale gdy trzeba, pracuje też w nocy, kiedy mały śpi. - Nauczyłam się oddzielać życie prywatne od pracy - opowiada.
Lektury: Czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce. Ostatnio Irwina Shawa i Iris Murdoch.
Internet: To bardziej narzędzie pracy niż rozrywka. Nie śledzi nowinek technologicznych, nie ma smartfona.
Zajawki: Odkąd pracuje w fundacji jest przeczulona na punkcie monitoringu. - Wyłapuję wszystkie kamery w mieście - śmieje się.
Polityka: Chodzi głosować, ale polityką się nie ekscytuje. Może dlatego nie chodzi na protesty. Nawet na te przeciw ACTA.
--------------
W Panoptykonie od kilku miesięcy pracują też Wojciech Klicki (prawnik) i Karolina Szczepaniak (koordynuje pracę wolontariuszy) oraz Dominika Krzywotulska-Grydlik (PR).
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl
Źródło: Dziennik Metro