>>
Grasz na aukcjach w sieci? Uważaj na skarbówkę Przez kilkanaście lat u zbiegu ul. św. Marcina i Marcinkowskiego straszył pawilon - prowizorka, nazywany przez poznaniaków "szklarnią". Wreszcie znalazł się inwestor - firma Ataner, który w porozumieniu z miastem oraz kupcami zdecydował się postawić tam wielką, nowoczesna galerię za 160 mln zł. Jej projekt robi wrażenie. Na mieszkańcach sąsiadującej z inwestycją kamienicy niestety jak najgorsze. Graniczy bowiem ze ścianą ich domu.
Według projektu galeria ma przylegać do tej ściany, a to oznacza, że okna kilku mieszkań zostaną zamurowane. - Będziemy mieszkać jak w grobie - skarżą się mieszkańcy. To głównie lokatorzy mieszkań komunalnych, a więc należących do miasta. Niektórzy przydziały dostali w latach 40. i 50. - Okna już wtedy były. Kiedyś była tu jakaś fabryka i kamienica była jej częścią, ale w latach 50. formalnie przekształcono budynek na mieszkalny. W 1958 r. Poczta Polska, ówczesny właściciel budynku, zastąpiła mleczne szyby w oknach zwykłymi. Tyle pamiętają mieszkańcy.
Niestety, teraz muszą udowodnić, że okna wybito zgodnie z prawem - takie pismo kilkanaście dni temu wysłał im Zakład Komunalnych Zasobów Lokalowych. Nie podał terminu składania tych "dowodów". "Począwszy od 1928 r., kiedy weszło w życie rozporządzenie Prezydenta Rzeczpospolitej o prawie budowlanym i zabudowie osiedli, aż do obowiązującej obecnie ustawy z 7 lipca 1994 r. prawo nie dopuszczało wybijania okien w ścianach szczytowych budynków przylegających do granic nieruchomości. Zgodnie ze wspomnianym rozporządzeniem z 1928 r., jakiekolwiek otwory znajdujące się w takich ścianach powinny zostać zamurowane szkłem drutowym albo szklanymi cegłami" - zwraca się do mieszkańców wiceprezydent Poznania Jerzy Stępień.
Mieszkam tu 33 lata i okna zawsze były Pytany przez "Metro", dlaczego miasto dopiero po kilkudziesięciu latach tej samowoli zainteresowało się oknami, odparł: - W Poznaniu są tysiące kamienic. Dopóki w sensie inwestycyjnym na działce przyległej do kamienicy nic się nie działo, nikt się tym nie interesował.
Rafał Szych, wicedyrektor oddziału spółki Feroma w Poznaniu, która zarządza komunalną częścią kamienicy (bo niektórzy lokatorzy wykupili mieszkania), przyznaje, że odnalezienie dokumentów świadczących o legalności okien graniczy z cudem. - Jedyne, co mogę stwierdzić z całą pewnością, to że okna wybito nim zajęliśmy się nieruchomością.
- Mieszkam tu od 1976 r. Skąd mam teraz wziąć papiery na wybicie okien, którego dokonano trzydzieści parę lat wcześniej? - pyta jedna z lokatorek. Straci okna w pokoju, kuchni i łazience. Ale brak światła to nie wszystko. W pokoju jest piec kaflowy, brak okna to także brak wentylacji, a bez niej mieszkańcom grozi zaczadzenie.
Ludzie nie pozostali bierni - pisali do prezydenta miasta i ZKZL, do wojewody, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej. Dostawali wymijające odpowiedzi.
Miasto wie, że jeśli zamuruje okna, będzie musiało znaleźć lokatorom inne mieszkania. - Poznań, jak każde inne polskie miasto, nie dysponuje taką liczbą lokali socjalnych, która zaspokoiłaby potrzeby wszystkich oczekujących - przyznaje jednak Anna Szpytko, rzecznik prezydenta Poznania.
- Galeria to bardzo ważna inwestycja - mówi wiceprezydent Stępień. - Dlatego bez problemu znajdziemy jakieś rozwiązanie. Galerię ma przecież budować firma Ataner, czyli jeden z większych poznańskich deweloperów. Zapewne jego przedstawiciele dobrze policzą, czy bardziej opłacalne niż odstąpienie od inwestycji nie będzie wsparcie miasta kilkoma lokalami dla tych mieszkańców - dodaje. Jak na tę propozycję zapatruje się Ataner, nie wiadomo. Prezes spółki był wczoraj nieuchwytny.
Chodzi o nasze okna, a urzędnicy nas lekceważą Sprawa wydaje się więc przesądzona. Lokatorzy prawdopodobnie będą musieli się wyprowadzić. Kiedy? Trudno powiedzieć. Miasto wciąż nie wydało pozwolenia na budowę, ale "sprawa ma się ku końcowi" - twierdzi Stępień.
- Jeśli wyprowadzimy się z tych mieszkań, stracimy prawo do ich wykupu z olbrzymią, 90-proc. zniżką - obawiają się lokatorzy. Wcześniej chcieli wykupić mieszkania. - Pierwszy wniosek złożyłam w 1995 r., zaginął. Kolejny z 2003 r. pozostał bez odpowiedzi. Czy teraz miasto zagwarantuje nam inne mieszkania w tej cenie i lokalizacji? - pyta jedna z mieszkanek. - Jeśli tak, możemy się wyprowadzić. Można dogadać się w każdej sprawie, ale jak dotąd miasto traktowało nas jak powietrze, bo "nie byliśmy stroną postępowania". Nie można nas traktować jak karaluchy, które można wytłuc.
Mieszkańcy proszą o zachowanie anonimowości. Nazwiska podali tylko do wiadomości redakcji. Czy znaleźliście się w podobnej sytuacji jak lokatorzy z Poznania? Winne jest wadliwe prawo, czy zła wola urzędników? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl