3 tys. dzieci w Warszawie, 500 w Rzeszowie, 700 w Szczecinie i 600 w Radomiu. Niemal we wszystkich Polskich miastach zabrakło w tym roku miejsc w żłobkach i przedszkolach. Samorządowcy początkowo rozkładali ręce twierdząc, że ustawa o wychowaniu przedszkolnym nie zobowiązuje ich do zapewnienia miejsc dla wszystkich chętnych, albo obwiniali poprzednie ekipy o zaniedbania. Twierdzili, że nic się nie da zrobić. - Rodzice mają prawo domagać się od swoich przedstawicieli, by załatwiali ważne dla nich sprawy. Powinni słać petycje, zakładać stowarzyszenia, i naciskać na radnych w sprawie miejsc w przedszkolach - przekonywał na naszych łamach prof. Jerzy Regulski z Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. I rzeczywiście, rodzice sprawy nie odpuścili. Pisali do MEN, zaalarmowali rzecznika praw dziecka i rzecznika praw obywatelskich i Helsińską Fundację Praw Człowieka. Efekt? Radni wzięli się do pracy. Przynajmniej niektórzy.
Rzeszów: miejsc w przedszkolach zabrakło dla 500 dzieci. Miasto utworzyło 5 dodatkowych oddziałów i zaadaptowało na przedszkola część podstawówki .
Radom: zabrakło 600 miejsc. Otworzono nowe grupy przy już działających przedszkolach, w planach jest stworzenie przedszkoli przy podstawówkach.
Łódź: zabrakło 500 miejsc, stworzono dodatkowe grupy, przeniesiono część zerówek do szkół, stworzono nowe odziały przedszkolne przy jednym z gimnazjów.
Zielona Góra: zabrakło 380 miejsc, miasto rozważa pomysł przebudowania - powiększenia jednego z miejskich przedszkoli, w grudniu uruchomi drugie, wciąż rozważają zaadaptowanie części komunalnych budynków na przedszkola. Powstał też pomysł by miasto dopłacało rodzicom 300 zł do wynajęcia niani, ale nie wiadomo, czy dojdzie do skutku.
Białystok: uruchomiono 9 oddziałów przedszkolnych przy szkołach podstawowych.
Kraków: miejsc zabrakło dla 70 dzieci, ale miasto nie zniosło kryterium dzielącego trzylatki ze względu na miesiąc urodzenia. Rodzice, z pomocą Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka pozwy przeciwko miastu.
Źródło: Dziennik Metro