Ostatnie załamanie na rynku pracy mieliśmy już cztery-pięć lat temu, więc duża część młodych też nie ma doświadczenia, jak to jest. Prawda jest taka, że aby zdać sobie sprawę, czym jest kryzys, strach przed zwolnieniem, trzeba to po prostu odczuć na własnej skórze. Tego nie można poznać z gazet, telewizji. Dlatego jestem w stanie zrozumieć, że dla młodych ludzi kryzys nie taki straszny, nie boją się utraty pracy i niezależnie od niego wierzą, że będą zarabiać coraz więcej.
Są dwa powody, które uzasadniają ich optymizm. Po pierwsze, niezaprzeczalnym faktem jest - jak głosi stare powiedzenie - że gdy zwalniają, to znaczy, że będą zatrudniać. Po okresie bessy przyjdzie hossa. Kto jak kto, ale młodzi z pewnością o tym wiedzą. Druga sprawa, która może potwierdzać, że ich optymizm ma solidne fundamenty, to to, że mamy do czynienia z najlepiej wykształconą i przygotowaną do życia w gospodarce rynkowej generacją Polaków. Dodatkowo są bardziej aktywni niż niektórzy ich rówieśnicy w innych europejskich krajach.
Źródło: Dziennik Metro