Nasza firma zatrudnia około 70-80 osób w wieku od 24 do 34 lat. Są wśród nich tacy, którzy mają o sobie wysokie mniemanie, w rzeczywistości zaś niewiele potrafią. Są również ludzie bardzo skromni. To, co mnie najbardziej zaskakuje w młodych, to ich niezwykle duże oczekiwania płacowe. My zatrudniamy przede wszystkim inżynierów. Ci, którzy dopiero skończyli studia i od zera muszą się nauczyć pracy, chcą na "dzień dobry" zarabiać 3-4 tys. zł. A to jest kompletnie nierealne. Inżynier na początku swojej zawodowej kariery powinien zarabiać ok. 2 tys. zł. Z biegiem lat i nabytego doświadczenia ta płaca oczywiście powinna rosnąć. Takie oczekiwania spowodowane są, po pierwsze tym, że Polacy mają możliwość pracy za granicą, a po drugie - brakiem pracowników na naszym rynku. Ale sądzę, że kryzys bardzo ograniczy te zapędy płacowe.
Największym minusem młodych jest brak umiejętności pracy w zespole, pod presją czasu, w nerwowej atmosferze, która, niestety, czasami zdarza się w każdej firmie. Młodzi, którzy starają się o stanowiska menedżerskie, nie potrafią z kolei zarządzać grupą pracowników, rozdzielać pomiędzy nimi obowiązków, nie umieją rozwiązywać problemów, brak im również podejścia do drugiego człowieka. Najczęściej mają tylko wiedzę teoretyczną i nie potrafią przełożyć jej na praktykę.
Uważają też, że to pracodawca powinien ich kształcić, płacić za studia, szkolenia. Nie podoba mi się, że sami rzadko kiedy kupią sobie choćby książkę z dziedziny, w której pracują. Kompletnie nie mają pędu do samokształcenia.
Ale ogromną zaletą młodych ludzi jest parcie na sukces. Karierę chcą zrobić w dwa lata. To ich różni od pracowników w średnim wieku. Ale ci drudzy są z kolei bardziej systematyczni i dokładni.
Jeśli musiałbym zwalniać, nie brałbym pod uwagę kryterium wieku. Dla mnie najważniejsze musi być dobro firmy i to, czy dany pracownik jest dla nas przydatny. Jeśli będę miał młodego technologa i starszego od niego o 10 lat pracownika o słabszych kwalifikacjach, to wypowiedzenie wręczę temu drugiemu.
Źródło: Dziennik Metro