Nie można mieć do nich pretensji, że nie liczy się dla nich dobro wspólne, mówić, że brak im patriotyzmu i że myślą głównie o sobie. Przed II wojną starsi o młodych też mówili, że są zajęci własnymi sprawami, że się nie angażują. Też panowała atmosfera zabawy i święta po dopiero co odzyskanej wolności. Narzekano, że młodym - ale nie tylko młodym - tylko w głowie bale, potańcówki. A były to świetne zabawy. I co się stało potem? Przyszła wojna i wszystko zmieniła. Okazało się, że ci ludzie się musieli zmienić, zjednoczyć, wspólnie walczyć, bo takie nastały warunki.
Chociaż też panował optymizm, też się myślało, że wojna się szybko skończy, że to zaraz minie. Dziś bez sensu jest bawić się w proroka i zachodzić w głowę, co nam grozi. Mówi się o kryzysie. Ale po co młodzi mają się już dziś martwić, jak przetrwać kryzys. Przyjdzie kryzys, to wtedy trzeba będzie myśleć, jak się dostosować, a nie już teraz martwić się kryzysem, jak go przetrwać.
Źródło: Dziennik Metro