- Cały mózg mnie boli. Już nic nie myślę - mówi oszołomiony dwunastoletni Kamil. I upewnia się z uśmiechem: - Ale wygrałem, prawda?
Chłopiec właśnie zmierzył się z kolegą w nietypowym meczu. Założyli na głowy specjalne opaski, mierzące zmiany potencjału elektrycznego skóry, które powstają przez aktywność neuronów. Na ekranach obok wyświetlały się wykresy fal mózgowych. Przed chłopcami, na niewielkim "boisku", niedotykana przez nikogo mała kula przesuwała się to w jedną, to w drugą stronę, by w końcu zdecydowanie oddalić się od Kamila.
- To mindball, urządzenie, które sprawdza nasze zdolności koncentracyjne - tłumaczy Lucjan Staszewski z Centrum Nauki Kopernik. - Szczególnie w trudnych warunkach - śmieje się, rozglądając po sali.
Rzeczywiście - w warszawskim liceum przy Bednarskiej panuje niezły chaos. Jakaś trzydziestka dzieciaków testuje właśnie kilkanaście urządzeń przygotowanych przez pracowników "Kopernika". Osiem z tych eksponatów będzie częścią stałej wystawy we wznoszonym na Powiślu budynku.
Pierwsi goście już jesienią
Centrum Nauki Kopernik to największy projekt kultury w Polsce dofinansowany ze środków unijnych. Na jego budowę miasto pozyskało 207 mln zł (całkowity koszt to 364,8 mln zł). Pierwsi zwiedzający przekroczą bramę Centrum już jesienią tego roku. Dwukondygnacyjny budynek o powierzchni 15 tysięcy mkw. pomieści m.in. wystawy, laboratoria, sale konferencyjne i kawiarnie. W sumie znajdzie się tu około 500 stanowisk i urządzeń. Będzie można nie tylko obejrzeć ekspozycje, lecz także poeksperymentować pod okiem animatorów, a interaktywne wystawy zupełnie nie będą przypominać tego, co znajduje się w każdym tradycyjnym muzeum. Próżno tu będzie szukać tabliczek z napisem "Nie dotykać".
Właśnie trwają prace elewacyjne w budynku A, który zostanie oddany jako pierwszy. Będzie w nim zlokalizowane pięć z sześciu zaplanowanych wystaw tematycznych. To ważne - tematycznych, a nie, jak to się dzieje w większości europejskich centrów naukowych, podzielonych według dziedzin (np. na matematyczne, fizyczne itd.). Tak więc np. na wystawie "Świat w ruchu" dowiemy się m.in., dlaczego nie spadamy z kolejki górskiej, sami wytworzymy tornado i poczujemy działanie fali sejsmicznej. Zaś w części "Korzenie cywilizacji" przetłumaczymy dowolne słowo na hieroglify, poznamy historię dawnych szlaków handlowych, a także nauczymy się własnoręcznie krzesać ogień.
W warszawskim Centrum (w kolejnej części budynku, która zostanie otwarta nieco później), znajdzie się też wystawa, jakiej nie ma nigdzie na świecie. "Re: generacja", bo taką nazwę będzie ona nosić, zostanie skierowana do odbiorców w wieku 17-25 lat, czyli do grupy, do której najtrudniej dotrzeć. Została zaplanowana w ten sposób, żeby przez kolejne części przejść tak, jak przechodzi się przez grę, w której kolejnych etapach zdobywa się punkty. Będzie tu np. można znaleźć robota naśladującego ludzką mimikę, zakodować i przesłać przesłanie do pozaziemskich cywilizacji czy też przemierzyć kosmiczny tunel.
Większość elementów ekspozycji już jest przygotowana i czeka w Holandii i w Niemczech na transport do nowego budynku.
Skokomierz kontra nuda
Sześcioletnia Ania, którą zapytałam, co jej się najbardziej podobało podczas zorganizowanej w ramach ferii wystawy CNK, zastanawiała się tylko chwilę, by w końcu zupełnie poważnie odpowiedzieć: - Nie wiem, bo jeszcze nie wszystko sprawdziłam.
Widać, że szkoda jej czasu na rozmowę, bo przecież tak wiele zostało jeszcze do zobaczenia, do dotknięcia i do wypróbowania. Niemal przy każdym z eksponatów kłębi się tłumek dzieciaków. Dużym powodzeniem cieszy się "gibkościomierz", który pokazuje, jak bardzo jesteśmy elastyczni, albo "wioślarz", pozwalający sprawdzić, jak wiele wysiłku wymaga spalenie kalorii zawartych np. w jednym batoniku. Małgorzata Viresco-Trzcińska, która przyszła tu z dziećmi z grupy tanecznej "Akcent", nie ma wątpliwości, że to najlepszy sposób na naukę. - Zdziwiły się na przykład, kiedy na jednym z urządzeń sprawdzaliśmy, jak szybko bije serce. Są zachwycone i chłoną to, co tu poznają - mówi.
Badania zlecone przez Centrum w ubiegłym roku pokazały, że w naukach przyrodniczych w szkołach wciąż dominuje tradycyjny model nauczania. Nauczyciele opierają się na pracy z podręcznikiem, referatach i filmach. Samodzielne interpretowanie obserwacji przez uczniów czy wykorzystywanie prowadzonych badań to ciągle jeszcze nieodkryty obszar. CNK ma sprawić, że zmieni się dotychczasowe podejście do przekazywania wiedzy. O tym, że CNK nie będzie narzekało na brak gości, może świadczyć popularność Pikniku Naukowego, organizowanego co roku w Warszawie. Spośród osób, które odwiedziły tę plenerową imprezę w ubiegłym roku, 43,5 proc. zrobiło to, żeby poszerzyć swoją wiedzę. Zaś aż 90 proc. zapowiedziało swoją obecność na kolejnej edycji Pikniku.
RAMKA:
Źródło: Dziennik Metro