>>
Polskie drogi po zimie, to od lat ten sam obraz - dziura na dziurze Mieszkańcy ulic Andersena, gen. Maczka czy Mazowieckiej w podwarszawskich Ząbkach od kilku lat do swoich domów dojeżdżają drogową prowizorką. Ani jedna z tych ulic (podobnie jak kilkanaście innych w okolicy) nie jest asfaltowa. Ci, którzy mieszkają przy ul. Maczka, mogą mówić o prawdziwym szczęściu, bo do ich posesji prowadzi droga wyłożona betonowymi płytami. Reszta mieszkańców musi tonąć w błocie albo dewastując samochody na dziurach. - Mieszkańcy klną na czym świat stoi, ręce zacierają właściciele warsztatów samochodowych oferujących kompleksowe remonty zawieszenia, spawanie tłumików, wymianę misek olejowych i prostowanie felg - mówi Krzysztof, który w tej okolicy mieszka od ponad dwóch lat. O ile zimą jeszcze jakoś dało się po tych ulicach przejechać, o tyle teraz to prawie niemożliwe. - Po deszczu kałuże zlewają się w wielkie bajoro. Ktoś, kto wjedzie w nie samochodem, nie ma szans, pod spodem kryją się dziury rozmaitej głębokości, zabójcze dla samochodu - dodaje.
Kalosze zamiast asfaltu Choć z opóźnieniami, to w tym roku ma się zacząć budowa ul. Maczka. - Zleciliśmy kompleksowe prace nad kilkunastoma ulicami jednej firmie i ta chyba przeliczyła się z możliwościami - wyjaśnia Robert Perkowski, burmistrz Ząbek. - Stąd opóźnienie. Ale niewykluczone, że w tym roku przy ul. Mazowieckiej pojawią się latarnie. Kiedy reszta? - Robimy, co w naszej mocy, ale najpierw musimy naprawić błędy wynikające z co najmniej kilku lat nieudolnego planowania przestrzennego w gminie. Działki oddawano pod zabudowę wielorodzinną, a o drogach nie myślał nikt - mówi burmistrz Perkowski.
Sprawy mają się podobnie także w centrach miast. O mieszkańcach ul. Bukowińskiej na warszawskim Mokotowie pisaliśmy już kilka tygodni temu. Także oni nie mogą doczekać się porządnej drogi, codziennie chodzą po dziurawych betonowych płytach. Miasto pociesza ich, że nowa nawierzchnia będzie w 2013 roku.
- Taką mamy praktykę, że domy buduje się wszędzie, a drogi tylko gdzieniegdzie. Tymczasem to gminy powinny urządzać teren, którym zarządzają, a nie tylko wydawać pozwolenia na budowę. Niestety, prawdopodobnie jest jakaś luka w prawie, dzięki której deweloperów nie można zmusić do minimalnego choćby udziału w kosztach budowy dróg - mówi dr inż. arch. Krzysztof Domaradzki, Kierownik Pracowni Urbanistyki Stosowanej na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.
Dziura na dziurze Czy starczy im pieniędzy na remonty dróg już istniejących? Na pewno nie w Krakowie. Tam na remonty zostało już tylko 7 mln zł z 29 przeznaczonych na utrzymanie dróg. Aż 17 mln zł pochłonęło odśnieżanie. Tymczasem według wyliczeń Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, by załatać dziurę o powierzchni ok. 2 m kw., potrzeba 300 zł. A w Krakowie jest 1,3 tys. km dróg. Pieniędzy więc z całą pewnością nie wystarczy. Nic dziwnego, że w mieście wciąż rośnie liczba kierowców, którzy żądają odszkodowania za zniszczone na dziurach samochody. Od stycznia tego roku wpłynęło już ponad 130 wniosków o takie odszkodowanie. Na szczęście dla siebie miasto ma polisę, z której wypłacane są pieniądze na taki cel.
Dlaczego nasz asfalt rozsypuje się po jednym sezonie ? Podajcie nam przykłady dróg, które po remoncie nie wytrzymały nawet jednej zimy? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl Jak ubiegać się o odszkodowanie za zniszczony samochód?Jeśli auto uległo uszkodzeniu po wjechaniu w dziurę, najlepiej jak najszybciej wezwać drogówkę. Policjanci powinni sporządzić notatkę. Jeśli nie wezwaliśmy policji, trzeba zadbać o zdjęcia albo relacje świadków. Im więcej ich zgromadzimy, tym lepiej. Kiedy mamy już komplet dowodów, należy udać się do właściciela drogi, np. gminy, i zgłosić tam szkodę oraz zażądać zwrotu kosztów za jej usunięcie.
Uwaga! W dużych miastach działają wyspecjalizowane jednostki, np. miejski zarząd dróg, i to do nich należy kierować wniosek. Przydadzą się tutaj także np. rachunki od mechanika za wykonane naprawy bądź opinia rzeczoznawcy, jeśli dopiero zamierzamy remontować auto. Można także przedstawić kosztorys naprawy, np. przykładowe ceny potrzebnych części oraz robocizny. Gmina może pokryć nasze żądania z własnych środków lub ze środków pochodzących z polisy ubezpieczeniowej, jeśli taką posiada. Jeśli je odrzuci, pozostaje proces sądowy.
Na odszkodowaniu się nie dorobiszMieszkaniec Poznania domagał się odszkodowania za zniszczoną oponę i felgę, gdy jego samochód zaliczył dziurę w jezdni. - Dostałem za mało - żali się w liście wysłanym do "Metra". - Dostał tyle, ile się należało za starą oponę - odpowiada ubezpieczyciel.
Droga na trasie z Poznania do Lubonia podobnie jak tysiące innych w Polsce wymaga remontu. Przekonał się o tym Patrycjusz Nogaj, gdy w styczniu, jadąc oplem vectrą, wjechał w dziurę. "Felga mojego koła została kompletnie skrzywiona, a opona nadawała się tylko do wyrzucenia" - napisał .Wezwał policję. Funkcjonariusze spisali zeznania, w których potwierdzili, że zawiniła dziura na drodze. - Policjanci stwierdzili jednak, że Zarząd Dróg Miejskich i tak podważy te zeznania i ubezpieczalnia nie wypłaci odszkodowania - opowiada kierowca. Mimo wszystko pan Patrycjusz na drugi dzień poszedł do ZDM. Urzędnicy obejrzeli auto, zrobili zdjęcia i opisali szkody. Po tygodniu na konto poznaniaka wpłynął przelew - 302,76 zł. - Ogarnęła mnie wściekłość. Za naprawę zapłaciłem 130 zł. Do tego kupiłem dwie nowe opony (na tej samej osi nie może być opon o różnych bieżnikach). Za całość zapłaciłem prawie na 800 zł, czyli ubezpieczalnia InterRisk powinna wypłacić mi jeszcze ok. 500 zł - opowiada.
Zadzwoniliśmy do ubezpieczyciela, by wyjaśnić sprawę.
- Wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z przepisami. Wyceniamy wartość uszkodzonych rzeczy ze stanu sprzed wypadku, ale biorąc pod uwagę ich zużycie. A opona opla vectry nie była nowa. Nie mogliśmy więc wypłacić równowartości nowych opon - usłyszeliśmy w warszawskiej centrali InterRisk.
Pracownik w Poznaniu był bardziej bezpośredni: - Na odszkodowaniu nie można się wzbogacić. To podstawowa zasada - oświadczył panu Patrycjuszowi i poradził, że od decyzji może się odwołać, co ten już zresztą zrobił.
- Czy to sprawiedliwe? Ja do tej dziury specjalnie się nie pchałem, a musiałem kupić nowe opony, bo używanych do mojego samochodu nie jest łatwo kupić - żali się poszkodowany poznaniak. Sprawa nie jest jednak przegrana, bo sposób wyliczenia odszkodowania podważył rzecznik ubezpieczonych. - Jeśli po wypadku trzeba wymienić opony, osoba poszkodowana powinna mieć prawo do zakupu nowych opon o takich samych parametrach technicznych i jakości jak zniszczone. Znajduje to swe odbicie w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 5 listopada 1980 r. - mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Biura Rzecznika Ubezpieczonych. Pomniejszanie odszkodowania o stopień zużycia opon przez ubezpieczyciela nie powinno mieć miejsca. - Należy mieć na uwadze to, że osoba, której wyrządzono szkodę w pojeździe, nie dokonywała by takiej wymiany opon, gdyby nie została do tego zmuszona. Uważanie, że zarobiła na wymianie opon na nowe, wydaje się krzywdzące - dodaje Krystyna Krawczyk.
Dlaczego nasz asfalt rozsypuje się po jednym sezonie? Podajcie nam przykłady dróg, które po remoncie nie wytrzymały nawet jednej zimy. metro(at)agora.pl