>>
Pies policyjny działa jak broń
Zasypiająca żona: - Kochanie, po co wstajesz? Jest już po północy! Mąż: - Już, już. Tylko jeszcze zbiorę kartofle z pola, bo mi zwiędną.
To nie dialog wiejskiej rodziny. To rozmowa mieszczańskiego małżeństwa. On - 35-letni bankowiec, ona - rok starsza urzędniczka. Nie chodzi też o prawdziwe kartofle. W ich bloku nie ma nawet balkonu. Kartofle są w wirtualne, a żeby je hodować, wystarczy się zalogować do FarmVille, gry internetowej dostępnej na portalu społecznościowym Facebook. Niewykluczone, że gra w nią już nawet kilkaset tysięcy Polaków. Swoje poletka po kryjomu na lekcjach informatyki orzą dzieciaki, w pracy ich rodzice. Niekoniecznie "na cichca" przed szefem, bo często on sam hoduje np. bawełnę.
Gra jest prosta jak konstrukcja cepa: na początek dostajesz cztery grządki, musisz je zaorać i obsiać. Czekasz, aż rośliny urosną, kosisz, na końcu to sprzedajesz i dostajesz wirtualną zapłatę. Za zarobek w wirtualnym sklepie kupujesz kolejne nasiona i znowu: orzesz, siejesz, zbierasz i zarabiasz. I tak w kółko. Im więcej siejesz, tym więcej zarabiasz i z czterech grządek robi ci się kilkadziesiąt, potem kilkaset. Gra się nigdy nie kończy, nikt nie wygrywa. - Mam już tak duże pole, że jego oporządzenie zajmuje mi godzinę dziennie. I to mimo, że kupiłam traktor, który przyspiesza orkę - opowiada Agnieszka, nauczycielka z Krakowa.
Ale żeby go uruchomić, potrzebne jest paliwo. Gdy zabraknie wirtualnych pieniędzy, można je kupić za prawdziwą gotówkę. 5 dolarów wystarcza na kilkukrotne zaoranie średniego pola.
Orka to nie wszystko. W grze jest kilkadziesiąt rodzajów zwierząt hodowlanych i drzew owocowych. "Farmerzy" przekonują, że opłaca się w nie inwestować: im więcej wydoisz krów, ostrzyżesz owiec i zbierzesz jabłek, tym szybciej rośnie stan konta. Gra wymaga systematyczności. Żeby zebrać plony, trzeba czekać aż urosną. Np. borówki rosną kilka godzin, winogrona dzień. Jeśli farmer się spóźni z zebraniem plonów, cała praca idzie na marne - rośliny więdną. - Dlatego jak wyjeżdżasz na weekend, posadź w piątek kukurydzę. Ona rośnie trzy dni i daje dobry dochód - radzi jedna z fanek FarmVille.
Dlaczego gramy w FarmVille:
Klikam w grządki. Koszę, sadzę i nie palę
Alek Dąbrowski (32 l.), pracownik biurowy z Warszawy
Po pierwsze zaznaczam, że nie lubię portali społecznościowych jak Facebook. Zarejestrowałem się tam tylko po to, by grać w Farmę. Koledzy w pracy grali, przekonali mnie, że uprawiając ziemię, łatwiej rzucić palenie. Wcześniej wszyscy razem robiliśmy sobie co kilkadziesiąt minut przerwy, wychodziliśmy na papierosa. Próbowaliśmy pokonać nałóg, ale nie mieliśmy nic, czym moglibyśmy zastąpić papierosowe przerwy. Oni kosić grządki zaczęli we wrześniu. Mówili, że to ich odstresowuje. Zrobiłem to samo i od miesiąca zamiast palić, klikam w grządki. Koszę, sadzę, jedna po drugiej. To wciąga. W domu nie gram, tylko w pracy.
Grały w to koleżanki córki z przedszkola. Dziś gram z nią
Anna Skonieczna (29 l.), marketingowiec z Łodzi
Zarejestrowałam się na Farmie dla mojej córki. Chciała w to grać, tak jak jej koleżanki z przedszkola. Wieczorem razem kosimy i sadzimy, to fajna zabawa. Gabrysia uczy się przy tym też angielskiego, bo tam wszystkie napisy, np. nazwy roślin, są w tym języku. Dzięki farmie dowiedziała się, jak się żyje na wsi, że mleko nie bierze się z pudełka tylko od krowy, którą trzeba wydoić. Dziecko uczy się też cierpliwości: wie, że żyto od razu nie wyrośnie i trzeba poczekać. Jak córka dowiedziała się, że w grze jest opcja, by przyspieszyć zbieranie wirtualnych pieniędzy, kupując je za prawdziwe, zapytała, dlaczego ich nie kupujemy. Wytłumaczyłam, że to wyciąganie kasy i na tym zarabia producent. Nigdy bym tego nie zrobiła, ale myślę, że dla jej pokolenia to w przyszłości nie będzie już takie oczywiste.
Wpadł w szał, bo zwiędła mu marchewka
Z Martą Dzitkowską, psycholog i terapeutką, która sama zarejestrowała się na FarmVille, bo była ciekawa przyczyn jej rosnącej popularności,
rozmawia Michał Stangret
Skąd ten boom na FarmVille?
- Ludzi grających w FarmVille obserwuję od kilku miesięcy. Po pierwsze, większość z nich to nie nastolatki. Gra masa 30-, 40-latków. Po drugie, sa to głównie mieszkańcy miast. Jeszcze nie stać ich na to, by wyprowadzić się na przedmieścia i uprawiać własny, prawdziwy ogródek. A właśnie to jest dziś dla młodych mieszczuchów jednym z życiowych celów, atrybutem przynależności do grupy z wyższym statusem. Farma jest namiastką wiejskiego życia, stanowi zaciszny azyl, gdzie mogą się na kilkadziesiąt minut dziennie zatrzymać, schować przed szybko biegnącym, miejskim życiem. Taki współczesny ogródek zen. Ale na farmie nie zaznają upragnionego spokoju.
Bo jest wirtualna?
- Nawet nie w tym problem. Samo klikanie w grządki jest tak monotonnym i jednostajnym zajęciem, które faktycznie może wprowadzić w trans zapomnienia. Rozumiem, że ludzie odreagowują w ten sposób stres. Ale twórcy gry osadzili ją w zwykłym mechanizmie wzmagającym rywalizację. Im więcej zasadzisz i zbierzesz, tym więcej nazbierasz punktów, przejdziesz na wyższy level. Im więcej będziesz miał na farmie znajomych, tym szybciej będziesz mógł ją powiększyć. To powoduje, że gdy zaczynasz pierwszy level, od razu chcesz mieć 30., bo widzisz, że znajomi mają. Ci, którzy uciekają od szybkiego, miejskiego życia na Farmę, tak naprawdę wpadają w kolejny kanał wyścigów. Dostają zupełnie coś innego niż oczekują.